Ofiary walki z inflacją. Sierpniowe sympozjum w dolinie Jackson Hole

O znaczeniu sympozjum w Jackson Hole na dłuższą metę decydują omawiane tam artykuły naukowe, wpływające na decyzje sterników polityki gospodarczej.

Publikacja: 04.09.2023 03:00

Ofiary walki z inflacją. Sierpniowe sympozjum w dolinie Jackson Hole

Foto: Michael M. Santiago / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP

Sierpniowe sympozjum w dolinie Jackson Hole przykuwa uwagę mediów wystąpieniami najważniejszych bankowców centralnych świata. Od kilkunastu lat, gdy na czele Fedu stanął Ben Bernanke, przewodniczącym tej instytucji zdarza się wykorzystywać mowę inauguracyjną do przekazania uczestnikom rynku informacji na temat krótkoterminowych perspektyw polityki pieniężnej. I to właśnie na takich sygnałach koncentrują się relacje z tego wydarzenia.

W praktyce jednak konferencje organizowane od końca lat 70. XX w. przez oddział Fedu w Kansas rzadko dotyczą spraw bieżących, a osią dyskusji są artykuły naukowe, które prezentują w Jackson Hole najwybitniejsi ekonomiści. Nie inaczej było w tym roku.

Długoterminowe koszty

Jednym z artykułów, które musiały wywołać emocje w dobie zacieśniania polityki pieniężnej, był ten zaprezentowany przez Yueran Ma, profesorkę ekonomii na Uniwersytecie Chicagowskim, napisany z Kasparem Zimmermannem z frankfurckiego instytutu badawczego SAFE. Z ich ustaleń wynika, że skutkiem ubocznym walki z inflacją jest zduszenie innowacyjności gospodarki. Wzrost stóp procentowych o 1 pkt proc. przekłada się na spadek nakładów na badania i rozwój o 1 do 3 proc. (w horyzoncie od roku do trzech lat, relatywnie do scenariusza bez podwyżek stóp). Liczba patentów dotyczących istotnych technologii zmniejsza się nawet o 9 proc.

Biorąc pod uwagę szacunki ekonomistów dotyczące wpływu innowacji na gospodarkę, takie skutki szoku monetarnego oznaczają spadek PKB o około 1 proc. (relatywnie do scenariusza kontrfaktycznego) w horyzoncie kolejnych pięciu lat. Paradoksalnie, na dłuższą metę może to też oznaczać wyższą inflację. Wzrost produktywności wynikający z innowacji sprzyja bowiem „bezinflacyjnemu” rozwojowi. Tzw. wielką stabilizację (ang. Great Moderation), czyli poprzedzający globalny kryzys finansowy okres wzrostu aktywności w gospodarce USA i szybkiego wzrostu płac, którym towarzyszyła niska inflacja, ekonomiści wiążą m.in. z rewolucją technologiczną i upowszechnieniem komputerów osobistych oraz internetu (inne wyjaśnienia to globalizacja i większa niezależność Fedu od polityki).

Co dusi innowacje

Według Ma i Zimmermanna zacieśnienie polityki pieniężnej dławi innowacyjność w dwójnasób. Po pierwsze, wpływa negatywnie na popyt w gospodarce, co ogranicza oczekiwane stopy zwrotu z działalności badawczo-rozwojowej. Po drugie, zmniejsza się dostępność kapitału dla firm, o czym świadczy to, że wzrost stóp procentowych o 1 pkt proc. przekłada się na spadek inwestycji funduszy Venture Capital o 25 proc.

No kto by pomyślał! – powie niejeden czytelnik. Celem zacieśniania polityki pieniężnej jest przecież schłodzenie gospodarki, aby zmniejszyć presję na wzrost cen. Słabnąć powinien zarówno popyt konsumpcyjny, jak i inwestycyjny (z powodu słabszego popytu konsumpcyjnego i wyższych kosztów finansowania), w tym B+R. A jednak ustalenia Ma i Zimmermanna nie są tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

Wystarczy sobie przypomnieć, że wielu ekonomistów ostrzegało, że to środowisko niskich stóp procentowych, które utrzymywało się niemal nieprzerwanie od globalnego kryzysu finansowego do 2021 r., zmniejsza dynamizm gospodarek. Mówiło się m.in. o zombifikacji firm: niski koszt kredytu sprawiał, że przy życiu trwać mogły firmy nieefektywne, zamrażając zasoby (szczególnie ręce do pracy), które mogłyby być lepiej wykorzystane gdzie indziej. To przeciwieństwo tzw. kreatywnej destrukcji, czyli wypierania skostniałych firm przez nowe, bardziej rzutkie. Łagodna polityka pieniężna oznaczała też powszechny dostęp do taniego pieniądza, co zachęcało raczej do spekulacji niż długoterminowych inwestycji.

Ostrzeżenie

Ustalenia Ma i Zimmermanna można odebrać jako ostrzeżenie dla banków centralnych, aby nie przesadzały z zacieśnianiem polityki pieniężnej, bo może to mieć duże i trwałe koszty. Ale sami autorzy artykułu wyciągają z niego nieco inne wnioski. „Nie uważamy, że nasze ustalenia implikują, że polityka pieniężna powinna być bardziej łagodna. Dobrze wiadomo, że próby stymulowania gospodarki na drodze łagodzenia polityki pieniężnej mogą być nieefektywne lub kontrproduktywne” – napisali.

Sierpniowe sympozjum w dolinie Jackson Hole przykuwa uwagę mediów wystąpieniami najważniejszych bankowców centralnych świata. Od kilkunastu lat, gdy na czele Fedu stanął Ben Bernanke, przewodniczącym tej instytucji zdarza się wykorzystywać mowę inauguracyjną do przekazania uczestnikom rynku informacji na temat krótkoterminowych perspektyw polityki pieniężnej. I to właśnie na takich sygnałach koncentrują się relacje z tego wydarzenia.

W praktyce jednak konferencje organizowane od końca lat 70. XX w. przez oddział Fedu w Kansas rzadko dotyczą spraw bieżących, a osią dyskusji są artykuły naukowe, które prezentują w Jackson Hole najwybitniejsi ekonomiści. Nie inaczej było w tym roku.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Gospodarka
G7 uderza w rosyjskie surowce: na celowniku ropa i flota cieni
Gospodarka
Niemcy blokują 14 pakiet sankcji wobec Rosji. Berlin stał się „nowym Budapesztem”
Gospodarka
Rosja zawiesza handel dolarami i euro. Sankcje biją mocniej w rosyjską gospodarkę
Gospodarka
James C.F. Huang: Polski biznes musi mocniej promować się na Tajwanie
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Gospodarka
Przedterminowe wybory we Francji. Szok w kołach gospodarczych i na rynkach w Europie
Gospodarka
Wiarygodność ekonomiczna Polski wciąż jest niska