Szef rządu socjaldemokrata Bohuslav Sobotka był nawet skłonny sam podać się do dymisj, zakładając, że będzie to równoznaczne z dymisją całego rządu, w tym ministra finansów i zarazem wicepremiera Babiša z koalicyjnej partii ANO. Zapowiedział to nawet w czwartek, ale dzień później zmienił zdanie. Bo prezydent Miloš Zeman stanął, nie po raz pierwszy, po stronie jego rywala i uznał, że rezygnacja premiera nie oznacza dymisji całego rządu.

Teraz Sobotka zamierza już ograniczyć zwolnienia do samego ministra finansów, któremu zarzuca unikanie płacenia podatków i nakłanianie dziennikarzy z należących do niego mediów, by przedstawiali jego wersję wydarzeń. Chodzi o wielkie sumy. Babiš miał nabyć kilka lat temu akcje swojego koncernu Agrofert, który do niego wówczas należał, za równowartość 250 mln złotych, choć jego oficjalnie deklarowane dochody był mniejsze (ale jednocześnie cały jego majątek jest szacowany na równowartość 8 mld złotych, co daje mu drugie miejsce na liście najbogatszych Czechów). A potem sprawą podatków od tej transakcji zajmował się podległy mu jako ministrowi urząd – co oznacza konflikt interesów.

Jednak przez kilka lat Sobotka milczał na temat kontrowersyjnej transakcji, przypomniał sobie o niej pod koniec kadencji, gdy sondaże dają jego socjaldemokratycznej partii ČSSD dwukrotnie mniejsze poparcie niż ugrupowaniu Babiša, partii ANO, określanej przez zachodnie media jako liberalno-populistyczna (w Parlamencie Europejskim należy do grupy liberałów ALDE). ANO w badaniach przeprowadzonych w ostatnich tygodniach uzyskiwało od 28,3 proc. do 33,5 proc., a ČSSD od 12 proc. do 16 proc.

Miliarder Babiš wszedł do polityki kilka lat temu pod hasłem walki z korupcją, choć zarzuty korupcyjne towarzyszyły jego działalności od dawna. Gdy został ministrem finansów i wicepremierem, prestiżowy amerykański magazyn „Foreign Policy" napisał, że Czechy mają problem z oligarchą Babisconim (tak jak Włochy miały przez lata z multimilionerem politykiem Silviem Berlusconim). Minister finansów jest jak Berlusconi potentatem medialnym, należą do niego dwa dzienniki i czołowa rozgłośnia radiowa.

Babiš dał się poznać jako zwolennik bojkotu polskiej żywności, którą określił mianem łajna.

Uchodzi też za polityka prorosyjskiego, a nawet agenta wpływu Kremla, jak pisał o nim „Washington Post", choć on temu zaprzeczył. Jeżeli ANO wygra październikowe wybory, Czechy mogą jednym głosem wychwalać Władimira Putina (bo prezydent Miloš Zeman już to robi).