Panie profesorze, jak w środowisku akademickim postrzegana jest analiza techniczna? Bo zdaje się, że jeszcze do niedawna bardziej kojarzono ją z wróżeniem z fusów. Czy coś się zmieniło?
Ja staram się ten obraz zmienić. Od momentu, gdy zrobiłem na SGH doktorat z analiz technicznej, systematycznie włączam ten przedmiot do programu nauczania. Wcześniej było miejsce tylko na analizę fundamentalną, wykładaną w ramach analizy finansowej. Teraz można na uczelni poznać już obydwa podejścia. Pamiętam jak pracowałem na zachodzie i tam zawodowi inwestorzy patrzyli zarówno na technikę, jak i na fundamenty. U nas natomiast część osób z pogardą wypowiadała się o analizie technicznej i co istotne, do dziś utrzymuje się taki nieformalny podział – jedni eksperci deklarują się jako technicy, inni jako fundamentaliści. Ja uważam, że trzeba te podejścia łączyć. Osobiście nie kupię żadnych akcji, nie widząc wcześniej wykresu. Nawet jeśli dostanę rekomendację najlepszego biura maklerskiego w Polsce.