Wiosną 2007 r. WIG przebił 60 tys. pkt, po czym nastały chude lata. Inwestorzy czekali więc aż 14 lat, by indeks pokonał kolejne 10 tys. pkt. Udało się to dopiero w poniedziałek. Zdaniem analityków jest bardzo prawdopodobne, że WIG w trwającej hossie zdoła pokonać 80 tys. pkt, i to niekoniecznie w horyzoncie kilkuletnim.
– W sprzyjającym scenariuszu osiągnięcie tego punktu wydaje mi się możliwe do końca przyszłego roku – mówi Kamil Cisowski, dyrektor zespołu analiz i doradztwa inwestycyjnego DI Xelion.
Prof. Krzysztof Borowski ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie wskazuje, że przyjmując obecne tempo wzrostu (od marca 2020 r.), poziom 80 tys. pkt powinien zostać osiągnięty na przełomie 2021 i 2022 r.
– Należy jednak pamiętać, że w czasie hossy indeksy lubią wchodzić na hiperbole wzrostowe i wówczas taki poziom możemy zobaczyć znacznie wcześniej, na przykład już w październiku – dodaje Krzysztof Borowski.
Naszej giełdzie pomagają również dobre nastroje na zagranicznych rynkach, m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie indeksy biją kolejne rekordy.
Jednak każda hossa kiedyś się kończy. Większość ekspertów uważa, że zacieśnianie polityki pieniężnej może osłabić potencjał rynku byka.
– Podstawowym czynnikiem ryzyka pozostaje oczywiście postawa banków centralnych, w szczególności Fedu. Zagrożenie kolejną falą zachorowań na Covid-19 jest naszym zdaniem ograniczone i w dłuższym terminie nie powinno mieć istotnego wpływu na indeksy – mówi Emil Łobodziński, doradca inwestycyjny z BM PKO BP.