Naukowiec i biurokrata Nie Qingping jest szefem China Securities Finance Corp. (Korporacja Finansowa Chińskich Papierów Wartościowych) Ma interweniować na giełdach skupując akcje za pieniądze pożyczone w banku centralnym i w innych źródłach. Jednak 27 lipca tego roku w Szanghaju doszło do kolejnego krachu.
- To co dzieje się w Chinach nigdy nie jest uzależnione od jednej osoby. Zawsze jest to plan wykoncypowany na samej górze - twierdzi naukowiec He Jia, który pracował z Nie w komisji nadzorującej rynek papierów wartościowych.
Nie nie udzielił żadnych wywiadów aby wyjaśnić na czym mają polegać jego nadzwyczajne uprawnienia. Nie uczynił tego także rząd. Z książek i wcześniej opublikowanych komentarzy 53-letniego szefa China Securities Finance Corp., a także z wypowiedzi jego kolegów po fachu wynika, że profesor o 25-letnim doświadczeniu w obserwowaniu wydarzeń na rynkach akcji został zaskoczony przez ostatni krach.
- Obecny rajd ma cechy strukturalnego rynku byka - pisał Nie w marcu 2015 roku dołączając do chóru oficjeli rządowych i przedstawicieli mediów wychwalającego perspektywy rynku. Jako jeden z architektów lewarowania polegającego na zakupie akcji za pożyczone pieniądze, Nie pomniejszał obawy tych, którzy wskazywali, że dług zaciągany z tego powodu rośnie za szybko.
- Teraz Nie ma się uporać z herkulesowym zadaniem jako szef agencji po której nigdy nie oczekiwano, że będzie musiała wystąpić w roli zbawcy rynku akcji - wskazuje Liu Yuhui, ekonomista i analityk w Chińskiej Akademii Nauk Społecznych.
China Securities Finance została utworzona w 2011 roku by zapewniać płynność domom maklerskim oferującym inwestorom możliwość kupna akcji za pożyczone pieniądze.
- Wspieranie rynku akcji z pewnością nie leżało w jej gestii kiedy zaczynała działalność - twierdzi Fraser Howie, współautor książki „Red Capitalism" (Czerwony kapitalizm) poświeconej chińskiemu systemowi finansowemu. Podkreśla on, że powołano ją do pewnych zadań, a później poszerzono zakres jej obowiązków bądź też zmuszono ją do tego.
China Securities Finance Corp. zaczęła kupować akcje 6 lipca i zmienność na rynku wzrosła blisko 20-letniego szczytu. 27 lipca Shanghai Composite Index zanurkował 8,5 proc. najbardziej od lutego 2007 roku, gdyż inwestorzy giełdowi obawiali się, ze rząd wycofa się z ratowania giełd.
Wprawdzie Nie znalazł się na świeczniku nie oznacza to jednak, że kontroluje sytuację. Nie są znane szczegóły na temat działalności CSF, ile pieniędzy naprawdę ma do dyspozycji, w jaki sposób dokonuje selekcji akcji i funduszy. Po studiach w London School of Economics, Ludowy Bank Chin oddelegował go do pomocy w śledztwie badającym kulisy szaleństwa na giełdzie w Shenzhen w 1990 roku. Później ówczesne ustalenia pomogły w stworzeniu formalnego rynku akcji. Inwestorzy zaprzestali spekulacji akcjami, napisał Nie w swojej książce „The Long on China" (Długie pozycje na chińskim rynku), historii tamtejszego rynku giełdowego. Według niego prowadzący dochodzenie w sprawie szaleńczej manii w Shenzhen stwierdzili, iż główną przyczyną były wysokie dywidendy, brak dziennych limitów zmian cen i ograniczona podaż walorów. Nie był szefem grupy specjalistów, która przygotowała reguły krótkiej sprzedaży akcji oraz kupna papierów za pożyczone pieniądze. Na te nowinki władze zgodziły się w 2010 roku.
W opublikowanym w marcu 2015 roku artykule Nie pomniejszał obawy dotyczące roli zakupów akcji finansowanych długiem w ostatnim rynku byka. Stwierdził, że po prostu inwestorzy dostrzegli wartość w akcjach niektórych spółek i postanowili pożyczyć pieniądze na ich zakup.