Rezerwy wzrostu dla Polski są na wyczerpaniu, a pojawiające się zagrożenia mogą spowodować znaczne osłabienie tempa rozwoju gospodarki, jeśli rząd szybko nie zacznie reform. Prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, były wiceminister finansów, oskarżył wczoraj rząd o zaniechania, które mogą uniemożliwić zapobieżenie pogarszającej się sytuacji gospodarczej kraju.
– Skutek może być taki, że w ciągu najbliższych dwóch – trzech lat tempo wzrostu PKB spadnie do 3 – 4 proc. – ostrzegł ekonomista podczas konferencji w BCC. Jego zdaniem wszystko, co osiągnęliśmy w ostatnich latach, a zwłaszcza znaczne ograniczenie deficytu budżetowego i całego sektora finansów publicznych, to zasługa silnego wzrostu gospodarczego, a nie przeprowadzonych reform. Jeśli teraz nie zaczniemy ich wdrażać, stracimy wszystko, co udało nam się nadrobić dzięki 6-proc. skali wzrostu PKB.
3 – 4 proc. - do takiego poziomu może spaść wzrost PKB, jeśli rząd nie przyspieszy wdrażania reform
– Szef resortu finansów Jacek Rostowski jest kompetentnym ministrem, głównym ekonomistą rządu i na pewno wie, co trzeba zrobić. Ale aby przygotować i przeprowadzać reformy, potrzeba entuzjazmu wśród liderów partyjnych – mówi Gomułka.
Dodaje, że entuzjazmu nie ma, bo pozornie wszystko jest w porządku: bezrobocie spada, gospodarka rozwija się jeszcze w miarę szybko, deficyt maleje. Tyle tylko, że rząd nie powinien „czekać na pożar, aby potem go gasić, ale starać się nie dopuścić do jego powstania”.
Realne i największe obecnie zagrożenie – jak podkreśla były wiceminister finansów – dotyczy ciągle silnej presji płacowej. Rosnące wynagrodzenia prowadzą do wzrostu jednostkowych kosztów pracy. Towarzyszy temu rosnąca inflacja i coraz wyższe stopy. W efekcie spadnie zyskowność firm, które będą zmuszone ograniczyć inwestycje i tworzenie nowych miejsc pracy. Skutkiem dla finansów państwa będą ponowne kłopoty fiskalne i wzrost deficytu.
Czy można jeszcze temu zapobiec? Zdaniem prof. Gomułki – tylko jeśli pilnie zacznie się wdrażać reformy. Przede wszystkim konieczne jest zwiększenie podaży pracy przez podniesienie wieku emerytalnego kobiet do 65 lat i ograniczanie możliwości przechodzenia na wcześniejsze emerytury także osobom, których świadczenia wypłacane są z budżetu, czyli wszystkim służbom mundurowym. – Rząd już się zgodził na zrównanie wieku emerytalnego, ale do 60 lat, co będzie kosztowało budżet utratę ok. 15 mld zł – mówi ekonomista. – Manewr w drugą stronę nie tylko ustrzeże nas przed utratą środków, ale pozwoli podreperować państwową kasę. Jeszcze nie jest za późno, ale potrzebne są działania, a nie wyczekiwanie.