Już wkrótce zakłady przemysłowe mogą przestać indywidualnie negocjować z dostawcami ceny prądu. Urząd Regulacji Energetyki chce bowiem wrócić do taryfikowania cen dla przemysłu. – Decyzje powinny zapaść do końca 2008 r. – zapowiedział Mariusz Swora, prezes URE.
– To zły pomysł, który niczego nie załatwia – komentuje dr Daria Kulczycka, ekspert rynku energetycznego PKPP Lewiatan. – Prezes URE ma złudne wrażenie, że w ten sposób będzie mógł kontrolować wzrost cen dla przemysłu, ale tak nie będzie. Regulator powinien się zająć przede wszystkim cenami transferowymi, które są sztucznie kształtowane.
Zdaniem Darii Kulczyckiej powrót do taryfikacji cen dla przemysłu to odpowiedź na postulaty wielkich odbiorców, m.in. hut aluminium. – Oni grozili, że mogą być zmuszeni do zaprzestania produkcji. Ale podkreślam, że taki krok URE niczego nie zmieni – mówi ekspert.
Wciąż nie wiadomo też, jakie stawki za prąd będą obowiązywały od nowego roku. – Wnioski taryfowe, w których sprzedawcy i dystrybutorzy chcą drastycznych podwyżek cen energii, zostały obniżone o kilka procent. To nadal jest nie do zaakceptowania dla URE – powiedział prezes Swora.
Dodał, że obniżka sięgnęła ledwie kilku procent. Tymczasem sprzedawcy energii chcą nawet 62 proc. podwyżki, a dystrybutorzy od 9 do 25 proc. Złożono w sumie 14 wniosków. Ich akceptacja na takim poziomie oznaczałaby podwyżki cen energii dla odbiorców prywatnych od 26 do 42 proc.
Dodatkowym kłopotem są prace nad nowelą ustawy o podatku akcyzowym. – Nie jest do końca powiedziane, że nowe taryfy zaczną obowiązywać od 1 stycznia. Proces może być opóźniony ze względu na kwestie podatku akcyzowego, nad którym pracują Sejm i Senat, a my musimy to uwzględnić w taryfach. Jeżeli zmiana akcyzy wejdzie w życie od stycznia, to wówczas najprawdopodobniej rozpatrzymy wnioski, tak aby taryfy mogły wtedy wejść w życie – powiedział prezes Swora.