Przez lata co kwartał zestawiałem w tabelki prognozy wyników spółek notowanych na warszawskim parkiecie. I ze sporym zainteresowaniem patrzyłem, czy uśrednione prognozy się sprawdzają i który z analityków przewidział wyniki konkretnej spółki. W ten sposób powstawał mój prywatny ranking analityków.
Na wyniki kwartalne spółek patrzę nie tylko przez pryzmat liczb i procentów. Obserwuję też reakcje rynku. A te bywają zaskakujące. Czasami spółka zaskakuje rynek i publikuje wyniki lepsze od oczekiwanych, a mimo to kurs jej akcji nie nabiera rozpędu. Albo nieoczekiwanie publikuje złe wyniki i w zasadzie nic się nie dzieje.
Co stoi za takimi reakcjami? Zapewne perspektywy firmy, jej fundamenty albo postrzeganie branży i całej gospodarki.
Coraz częściej odnoszę jednak wrażenie, że reakcja na wyniki jest jednocześnie barometrem zaufania inwestorów do zarządu spółki. Dobrze ocenianemu rynek wybaczy jednorazową wpadkę.
W przypadku kiepsko ocenianego zarządu dobre wyniki są co najwyżej okazją do harców najbardziej spekulacyjnie nastawionych graczy. Ci z dłuższym horyzontem inwestycyjnym są z reguły jak tankowiec na oceanie. Każdy manewr, czyli decyzja, zajmuje sporo czasu.