Reklama
Rozwiń
Reklama

Uwaga na dług usa

Publikacja: 22.04.2011 04:00

Tydzień temu zwróciłem uwagę na ostrzegawczy wystrzał, który wykonała w odniesieniu do Polski agencja ratingowa Standard & Poor's. Przypomniano nam, że rynki godzą się na żółwie tempo reform finansów publicznych, ale zgoda ta ma charakter czasowy i warunkowy.

Wszyscy wiedzą, że mamy wybory i że daleko nam jeszcze do zadłużenia grożącego finansową zapaścią. Dlatego przymykają oko na bardzo wysoki deficyt budżetowy. Ale jeśli zaraz po wyborach nie przedstawimy wiarygodnego programu oszczędnościowego, pobłażliwość może się wyczerpać. Rating zostanie szybko obniżony, gwałtownie wzrosną stopy procentowe, spadnie wiarygodność kredytowa kraju.

Parę dni później ta sama agencja S&P wystrzeliła jednak już nie z pistoletu, ale z najcięższej haubicy, jaką miała w arsenale. Też ostrzegawczo – ale tak głośno, że usłyszał cały świat. Bo tym razem ostrzeżenie dotyczyło najpotężniejszej gospodarki, USA.

Zaniepokojeni kolejnymi odsłonami kryzysu, który od trzech lat szaleje w globalnej gospodarce, dajemy się często ponieść nastrojom chwili i patrzymy na te niebezpieczeństwa, które akurat są najbliżej. Najpierw patrzyliśmy na zagrożone bankructwem banki. Potem na chwiejącą się część rynków wschodzących. Następnie uwaga powędrowała w stronę strefy euro. Patrzyliśmy też na falujące ceny ropy i cierpiące z powodu pękających baniek spekulacyjnych giełdy.

Wydajemy się jednak zapominać o tym, co w największym stopniu wpływa na niestabilność finansową świata. Otóż kryzys w znacznej mierze wybuchł z powodu gigantycznego zadłużania się USA. Dekady pompowania kapitału z Dalekiego Wschodu do USA leżały u podstaw zarówno chorego boomu na giełdach Stanów, rynku nieruchomości, jak i obłąkańczej aktywności banków inwestycyjnych wypuszczających na rynek kolejne ryzykowne instrumenty pochodne. Szaleństwo ogarnęło sektor prywatny, który zadłużył się powyżej wszelkich dopuszczalnych granic.

Reklama
Reklama

Kryzys wybuchł, ale nie rozwiązał problemów. Sektor prywatny w USA przestał się wprawdzie zadłużać, ale zaczął to robić w monstrualnej skali rząd. Ratując banki i próbując ożywić gospodarkę, zwiększył dług publiczny z 60 proc. PKB przed kryzysem do prognozowanych na koniec roku 100 proc. Fed pomógł rządowi sfinansować gigantyczny deficyt, drukując niemal 3 bln dol. – co oznaczało wzrost podaży pieniądza o niemal 30 proc. przy zerowym wzroście PKB. I nie ma planu zakończenia tego przerażającego procesu.

S&P przypomina: USA muszą wprowadzić oszczędności, bo inaczej dojdzie do dalszych, gigantycznych problemów. I grozi ewentualnym obniżeniem ratingu. Problem jest jednak znacznie poważniejszy i nie jest ograniczony tylko do finansów publicznych USA.

Co z tego może wyniknąć? Bankructwo USA? Wybuch wielkiej globalnej inflacji? Kolejna fala kryzysu i załamania rynków? Załamanie dolara? Nikt tego nie wie. Ale dla ekonomistów jest jasne, że prawdziwe kłopoty zaczną się, gdy zamiast tracić czas na bzdurne rozważania o upadku euro, padnie pytanie: co dalej z Ameryką?

Autor jest profesorem, głównym ekonomistą PwC

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama