Wyraźną przewagę mieli wczoraj sprzedający, co skończyło się gwałtownym osłabieniem złotego i spadkiem cen papierów dłużnych. O ile spadki nie powinny dziwić (w przypadku euro nasz pieniądz zyskiwał cztery dni z rzędu, więc realizacja zysków była czymś naturalnym), o tyle jednak skala przeceny mogła budzić pewien niepokój, zwłaszcza jeśli chodzi o postrzeganie złotego w dłuższym czasie.
Po południu za euro płacono w Warszawie już 4,2 zł, czyli 0,6 proc. (2 gr)?więcej niż w poniedziałek. Szwajcarski frank wyceniany był na 3,48 zł (zmiana o 0,55 proc.),?a amerykański dolar na 3,25 zł (wzrost o 0,5 proc.). Był najdroższy w tym roku.
Również na rynku międzybankowym przewagę mieli sprzedający, co przełożyło się na mocny spadek cen papierów dłużnych, które jeszcze dzień wcześniej były rekordowo drogie. Oprocentowanie papierów dziesięcioletnich po południu wynosiło już 2,93 proc. wobec 2,81 proc. w poniedziałek. W przypadku pięciolatek było to 2,41 proc. (2,35 proc.),?a dwulatek 2,01 proc. (1,97 proc.).