Rozpoczęte w połowie września w Nowym Jorku demonstracje przeciw bankierom, bogaczom i chciwym korporacjom rozprzestrzeniły się na setki innych miast.
Przedłużające się protesty sprawiają jednak, że - jak zauważa The Wall Street Journal - nawet początkowo przychylni demonstrantom burmistrzowie coraz bardziej obawiają się o porządek w centrum swoich miast.
W Atlancie i w Oakland w Kalifornii policja już zlikwidowała nielegalne obozowiska. Do aresztów trafiło niemal 170 osób. Wcześniej stróże prawa interweniowali też w Nowym Jorku, Chicago i Denver. Dzisiaj do akcji szykowali się policjanci w San Francisco.
Wkrótce decyzję o użyciu siły mogą też podjąć władze innych miast, które próbują znaleźć złoty środek między zapewnieniem porządku i poszanowaniem prawa do wolności słowa.
Według publicznego Radia NPR to może być przełomowy moment dla ruchu Occupy.
- Jesteśmy zaniepokojeni, bo ostatnie starcia pokazują, że sytuacja w każdej chwili może wymknąć się spod kontroli - mówi Rz Nexus, który uważa się za przedstawiciela 99 procent Amerykanów i od kilkunastu dni okupuje park w centrum Waszyngtonu.
Protestujący mają nadzieję, że nowe dane, z których wynika, że 1 proc. najbogatszych zarobił w 2007 roku o 275 proc. więcej niż w 1979 roku, tymczasem zarobki 20 proc. najbiedniejszych wzrosły tylko o 18 procent w porównaniu z końcem lat 70., sprawią, że przybędzie ich zwolenników.
Demonstranci w różnych miastach zapowiadają, że nie będą przestrzegać godzin policyjnych ani poleceń policjantów czy burmistrzów.
- Możemy zrobić wiele rzeczy, aby im pomóc - mówi Angel Taveras, burmistrz miasta Providence, Rhode Island, który chce usunąć młodych ludzi okupujących od połowy października mały park w centrum. - Ale nie możemy im pozwolić zostać tam w nieskończoność inie możemy im pozwolić na dalsze łamanie prawa - dodał Taveras cytowany przez New York Timesa.
Profesor kryminalistyki z nowojorskiego City University Jon Shane zwraca uwagę, że nawet największe policyjne wydziały- takie jak choćby w Nowym Jorku - nie mogą sobie pozwolić na to, żeby na kilka miesięcy wysłać kilkuset oficerów do ochrony jednej demonstracji.