Reklama

Nowy boom na rynku nieruchomości w Europie

Znów niebezpiecznie szybko rosną ceny lokali. Tym razem na północy

Publikacja: 24.09.2012 04:42

W Szwecji ceny domów w ciągu ostatnich dziesięciu lat poszły w górę o 75 proc.

W Szwecji ceny domów w ciągu ostatnich dziesięciu lat poszły w górę o 75 proc.

Foto: AFP

To głównie Europa Południowa korzysta z tego, że Europejski Bank Centralny utrzymuje odkręcony kurek z pieniędzmi. Jednak w unii walutowej rzeka taniego kredytu podnosi wszystkie łodzie. Podstawowym przykładem jest trwający w Europie Północnej boom nieruchomościowy. W niespełna pół dekady po katastrofalnym pęknięciu bańki na tym rynku w wielu krajach Europy ceny nieruchomości rosną, bo inwestorzy opuszczają dzikie obszary basenu Morza Śródziemnego w poszukiwaniu bardziej stabilnych dochodów. To się może źle skończyć.

Niemiecki rynek nieruchomości, który przez większość pierwszej dekady istnienia euro pozostawał w uśpieniu, zaczął się rozpędzać dwa lata temu. Ceny w całym kraju wzrosły w 2011 roku o 5,5 procent wobec 2,5 procent w 2010 r., wynika z danych Bundesbanku. Jednak Monachium i Hamburg zanotowały dwucyfrowy wzrost w ostatnich dwóch latach, a Frankfurt i Dusseldorf nie pozostają daleko w tyle. Nawet słynący z niskich cen Berlin staje się droższy.

Podobnie wygląda sytuacja w innych krajach uznawanych za bezpieczne, z których wiele przeszło boom nieruchomościowy na początku ubiegłej dekady, boleśnie odczuły krach z 2008 roku, a teraz znowu się rozgrzewają. W drugim kwartale Austria zanotowała drugi co do wielkości wzrost cen nieruchomości na świecie, z 11 procentami ustępując tylko Brazylii. W Belgii ceny domów w ubiegłym roku były najwyższe w strefie euro w porównaniu z cenami wynajmu i dochodów osobistych. Poza strefą euro ceny domów w Szwecji wzrosły w ubiegłej dekadzie o 75 procent, a ceny apartamentów o 150 procent. Według niektórych szacunków rządowych ceny rezydencji mieszkalnych w Szwecji są przeszacowane o 20 procent.

W Niemczech są jednak powody, by nie krzyczeć jeszcze o bańce. Wzrost kredytów hipotecznych jest stabilny, a standardy pożyczkowe pozostają restrykcyjne, zarówno jeżeli chodzi o konserwatywne wyceny, jak i wysoką wymaganą wpłatę własną. W Niemczech nie ma również odpisów od odsetek hipotecznych, co oznacza że podatnicy nie subsydiują spekulacji, tak jak to ma miejsce w USA i niektórych innych krajach europejskich. Bundesbank zapewnia, że monitoruje niemieckie ceny domów „bardzo uważnie".

Bardziej niepokojąca jest sytuacja w Skandynawii. W Szwecji wzrost akcji kredytowej w latach 2006–2011 wyniósł 86 procent. Posiadająca rating potrójnego A Dania ma najwyższy na świecie stosunek zadłużenia gospodarstw domowych do dochodów pozostających w dyspozycji: w 2010 roku wynosił on około 310 procent.

Reklama
Reklama

Trzeba jednak przyznać, że skandynawscy decydenci nie lekceważą tego zagrożenia. Szwedzki minister finansów Anders Borg wezwał szwedzkie banki do podniesienia profilu ryzyka aktywów hipotecznych, tak by było ono stosownie odzwierciedlone w ich bilansach. Erkki Liikanen, prezes fińskiego banku centralnego, wezwał tamtejsze organy nadzoru, by broniły rynku przed krachem w stylu hiszpańskim, prawdopodobnie przez ograniczenie akcji kredytowej. Duński krach nieruchomościowy z 2008 roku tak wstrząsnął tamtejszą gospodarką, że Kopenhaga aktywnie zaostrza przepisy kredytowe.

—tłum. tk

(C) 2012 Dow Jones & Company, Inc. Wszelkie prawa zastrzeżone

Aby zaprenumerować The Wall Street Journal: www.wsjeuropesubs.com

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama