Ekonomiczne skutki walk są coraz bardziej widoczne setki kilometrów od miejsca konfliktu i w branżach tak różnych jak energetyka i przetwórstwo spożywcze. Elektrowniom na drugim krańcu kraju zaczyna brakować węgla, bo wstrzymano wydobycie w wielu kopalniach lub zniszczono szlaki komunikacyjne. W Kijowie, który jest jednym z największych na Ukrainie centrów produkcji drobiu, zaczynają z zagranicy sprowadzać jajka, bo inkubatory przestały działać w ogarniętym wojną Doniecku.
Od miesięcy trwają walki z prorosyjskimi rebeliantami w najbardziej na wschód wysuniętych rejonach Ukrainy, z których na początku tego roku pochodziła prawie jedna czwarta produkcji przemysłowej tego kraju. Skutki zniszczenia lub unieruchomienia wielu fabryk, torów kolejowych i dróg już teraz są tak poważne, że Ukrainie grozi w tym roku spadek produktu krajowego brutto nawet o 10 proc. według danych tamtejszego banku centralnego. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega, że pomoc w wysokości 17 mld dol. może okazać się niewystarczająca do zapobieżenia bankructwu Ukrainy.
Rejony doniecki i ługański, które graniczą z Rosją, to największe na Ukrainie zagłębie hutnicze i górnicze. W sierpniu produkcja przemysłowa w Ługańsku była o 85 proc. mniejsza niż przed rokiem, a w Doniecku – o 59 proc. W rezultacie w całym kraju spowodowało to spadek produkcji o jedną piątą – największy od 2009 r., poinformował ukraiński urząd statystyczny.
– Kopalnie węgla znajdują się w południowej części rejonu ługańskiego, który jest poza kontrolą sił rządowych i największym problemem jest przewieźć go do naszych elektrowni w innych rejonach – przyznał Maksim Timczenko, prezes DTEK, największej prywatnej firmy energetycznej.