Nebenzia przypominał, że Doniecka i Ługańska Republiki Ludowe ogłosiły niepodległość już w 2014 roku. - Ale my uznaliśmy je teraz, pomimo wysokiego poziomu poparcia dla obu republik w rosyjskim społeczeństwie od samego początku - mówił.
Rosyjski dyplomata przekonywał, że Rosja zdecydowała się obecnie uznać niepodległość republik, aby "chronić ich mieszkańców".
Nebenzia zarzucił Ukrainie, że ta "przemawiała do swoich obywateli na wschodzie językiem armat i strzałów, groźbami i ostrzałami".
- Wielokrotnie zwracaliśmy się do Kijowa, aby ten uwzględnił aspiracje mieszkańców Donbasu i rosyjskojęzycznych mieszkańców kraju, którzy chcieli poszanowania ich uprawnionego pragnienia do posługiwania się ojczystym językiem i uczenia dzieci w tym języku - kontynuował.
Czytaj więcej
Na mocy porozumień podpisanych przez Rosję z Doniecką i Ługańską Republiką Ludową, strona rosyjska może obecnie zbudować bazy wojskowe na terenie s...
Nebenzia przekonywał też, że działania Rosji nie naruszają porozumień mińskich, ponieważ porozumienia te zostały zawarte już po tym, jak separatystyczne republiki ogłosiły niepodległość (porozumienia mińskie przewidują przyznanie separatystycznym republikom autonomii - ale w granicach Ukrainy - red.).
Wciąż jesteśmy otwarci na dyplomatyczne rozwiązanie, ale nie zamierzamy dłużej pozwalać na krwawą masakrę w Donbasie
Rosyjski dyplomata zarzucił też Kijowowi, że ten "otwarcie sabotował porozumienia mińskie" z poparciem państw Zachodu.
Nebenzia dodał, że porozumienia mińskie "nie są martwe" i "Kijów nadal musi się z nich wywiązać".
- Wciąż jesteśmy otwarci na dyplomatyczne rozwiązanie, ale nie zamierzamy dłużej pozwalać na krwawą masakrę w Donbasie - podkreślił. Wezwał też zachodnich dyplomatów do "odłożenia emocji na bok" i skupienie się na "uniknięciu wojny i zmuszeniu Ukrainy do powstrzymania ostrzału i prowokacji przeciw Donieckowi i Ługańskowi".
- Nikt tak jak wy nie może powstrzymać militarystycznych planów Kijowa - stwierdził zwracając się do dyplomatów z Zachodu.
Nebenzia ostrzegł też, że obecnie "ostrzał i prowokacje mogą mieć szczególnie groźne konsekwencje" ze względu na to, że w rolę "sił pokojowych" w separatystycznych republikach wcielą się rosyjscy żołnierze.