Oswajanie wojen to także zadanie dla Polski

Kolejne trzy lata niosą wiele zagrożeń dla Polski. Przy sprzyjającym układzie geopolitycznym Putin może ulec pokusie uderzenia na nasz kraj.

Publikacja: 21.12.2023 03:00

Rozwój sytuacji na froncie wojny w Ukrainie ma bezpośredni i kluczowy wpływ na bezpieczeństwo naszeg

Rozwój sytuacji na froncie wojny w Ukrainie ma bezpośredni i kluczowy wpływ na bezpieczeństwo naszego kraju

Foto: Anatolii Stepanov/AFP

Bezpieczeństwo będzie na pewno najważniejszym wyznacznikiem działań rządu Donalda Tuska. Na czoło wysuwa się tu przebieg wojny w Ukrainie.

Po raz pierwszy od wybuchu trwającego blisko dwa lata konfliktu Rosja ma szansę wygrać starcie z Kijowem. Czas gra bowiem na korzyść Putina. Kreml skutecznie przestawił rosyjską gospodarkę na tory wojenne: gros wydatków państwa jest teraz związane z produkcją broni i amunicji, szkoleniem żołnierzy. Europejskie demokracje, podobnie jak USA, nie poszły w tę stronę: nadal produkcja uzbrojenia jest tu zbyt mała jak na potrzeby Ukraińców.

Dyktatura Putina jest też w stanie tolerować kolosalne straty w ludziach, co w Ukrainie, tak z powodów demograficznych, jak i wolności słowa, nie jest możliwe. Już dziś jednolity front poparcia dla Wołodymyra Zełenskiego w Kijowie pęka.

Tak krytyczna sytuacja wymusi na rządzie Polski trudne decyzje. Czy i do jakiego stopnia bronić interesów polskich rolników i przewoźników drogowych kosztem dalszego osłabienia Ukrainy? Jak bardzo obciążać rozwój gospodarki nakładami na zbrojenia, co w ostatecznym rachunku zwiększa ryzyko powrotu do władzy populistycznej prawicy? Już teraz wydatki na zbrojenia dobijają do 4 proc. PKB, co jest jednym z najwyższych wskaźników w świecie zachodnim.

Trump i Ukraina

Jakościową zmianę dla bezpieczeństwa Polski przyniósłby także wybór na prezydenta USA w listopadzie 2024 r. Donalda Trumpa. Amerykańskie media są zgodne, że jego druga kadencja byłaby o wiele bardziej niebezpieczna od pierwszej, tak dla demokracji w USA, jak i więzi transatlantyckich.

W 2016 r. Trump sam był zaskoczony, że udało mu się pokonać Hillary Clinton. Teraz systematycznie przygotowuje się do powrotu do Białego Domu. Otacza się też znacznie bardziej radykalnymi ludźmi. Sygnałem tego, co zrobi, jest blokowanie za jego sprawą przez Kongres dalszej pomocy dla Ukrainy. Zapowiedzi wyprowadzenia Ameryki z NATO, czy przynajmniej zaniechania w razie potrzeby obrony Europy, są wiarygodne. Podobnie jak możliwość porozumienia się z Kremlem ponad głowami Ukrainy. To stawia przed rządem Tuska zadanie szukania alternatywy dla gwarancji bezpieczeństwa Ameryki. Zastąpienie ich nie jest w tej chwili realne, ale można przynajmniej ograniczyć zagrożenia ze Wschodu poprzez dalszą modernizację armii oraz zacieśnienie współpracy wojskowej w ramach UE.

Szczególnie trudnym rozstrzygnięciem będzie decyzja, czy wschodnich granic Polski mają bronić niemieccy żołnierze. Taką propozycję Berlin złożył Warszawie już wiosną 2022 r., ale spotkała się ona z odmową. Pod naciskiem Amerykanów doszło jedynie do czasowego ulokowania baterii niemieckich patriotów koło Zamościa.

Zmiana tego podejścia będzie trudna, bo przed wyborami samorządowymi, europejskimi i prezydenckimi Tusk nie chce robić wrażenia, że zbytnio ulega naciskom Berlina. To jest w końcu sedno oskarżeń Jarosława Kaczyńskiego pod jego adresem. Dlatego w exposé nowy premier nawet nie wymienił z nazwy naszego zachodniego sąsiada. Z drugiej jednak strony, na szczycie NATO w Wilnie latem zapadła decyzja o wzmocnieniu flanki wschodniej sojuszu. Plany ewentualnościowe z tym związane pozostają tajne, jednak Warszawa nie będzie mogła przy tej okazji rozróżniać między przyjęciem żołnierzy portugalskich, niemieckich czy szwedzkich. Tusk musi więc zaangażować się w zbliżenie z Berlinem, ale unikając symbolicznych gestów. Stawiać na pragmatykę. Współpracę wojskową z Niemcami wymusza też logika sztuki wojennej. Niemcy po prostu stanowią dla naszego kraju tzw. głębię strategiczną.

Powrót do władzy Donalda Trumpa może zachwiać posadami zachodnich sojuszy

Powrót do władzy Donalda Trumpa może zachwiać posadami zachodnich sojuszy

JUSTIN SULLIVAN/AFP

Z grudniowego szczytu UE nadeszły niepokojące wiadomości. Za sprawą weta Viktora Orbána Unia nie podjęła decyzji o przeznaczeniu dla Ukrainy 50 mld euro na cztery lata. To w przeliczeniu na mieszkańca niewielka kwota: jakieś 100 zł rocznie na mieszkańca Wspólnoty. Ale ważna, bo bez wsparcia z zewnątrz ukraińskiemu państwu grozi bankructwo, zaś pod naciskiem Rosji linia frontu może się załamać. Ameryka, która od początku wojny przekazywała największą część wsparcia zagranicznego dla Kijowa, jak wspomniano, za sprawą sympatyków Trumpa w Kongresie blokuje dalsze wsparcie.

To nakłada szczególne zadanie na rząd Tuska. W pierwszej kolejności chciał on odblokować fundusze z KPO, pokazać, że nadszedł przełom w relacjach Warszawy z Brukselą.

Teraz jednak premier musi zaangażować się w wymuszenie na całej UE pomocy dla naszego sąsiada. Obok krajów bałtyckich żadne państwo Wspólnoty nie odczułoby w tak wielkim stopniu skutków podboju przez Rosję Ukrainy jak my. Na styczeń został zwołany specjalny szczyt poświęcony wspomnianemu już funduszowi 50 mld euro. Jednak potrzeby Ukrainy są znacznie większe: Tusk powinien zaangażować się w uruchomienie pomocy rzędu kilkuset miliardów euro. Jest to możliwe poprzez zastosowanie mechanizmu uwspólnotowienia długu, który już finansował fundusz odbudowy gospodarek Europy po pandemii. Wówczas udało się w ten sposób uruchomić 750 mld euro środków.

Zagrożenia bliższe i dalsze

Nieciekawa rola Orbána w Unii i jego bliskie związki z Kremlem (jest jedynym liderem z UE, który podał rękę Władimirowi Putinowi już po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji) oraz podobne plany nowego premiera Słowacji Roberta Fico zmuszają nowy rząd do redefiniowania sojuszy w Europie Środkowej. Grupa Wyszehradzka jest de facto martwa, w chwili największej próby od jej powstania, czyli wojny w Ukrainie, nie odegrała żadnej roli. Martwe jest też Trójmorze, inicjatywa, która miała doprowadzić do rozwoju infrastruktury w Europie Środkowej przy wsparciu USA. Uważany za konkurencyjny wobec Unii Europejskiej projekt skończył się po latach całkowitą porażką: nie powstał ani jeden projekt inwestycyjny, nie ma żadnego budżetu.

To oznacza, że politykę regionalną trzeba wymyślić na nowo. Naturalnym kierunkiem jest Trójkąt Weimarski: gra na boisku największych z udziałem Niemiec i Francji. Mowa o tandemie, który ostatnio dogaduje się coraz gorzej i potrzebuje trzeciego gracza. Emmanuel Macron nie ma większości w Zgromadzeniu Narodowym, co uniemożliwia mu przeforsowanie nawet podstawowych reform.

Nie mniej słaby jest rząd Olafa Scholza, ostatnio dotknięty kryzysem budżetowym wywołanym niekorzystnym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Na tym tle Polska staje się dla obu krajów atrakcyjnym partnerem.

Nadzieje związane ze współpracą z Chinami nie spełniły się. Sztandarowy projekt Xi Jinpinga, jeden pas i jedna droga, nie przekształcił naszego kraju w hub transportowy, „wrota do Europy”. Nie udało się też zrównoważyć handlu między Warszawą i Pekinem: deficyt po polskiej stronie jest uderzający. Wobec podobnych problemów premier Włoch Georgia Meloni zdecydowała się na radykalne kroki: wyprowadzenie kraju z Jednej Drogi i Jednego Szlaku. Gdy do tego dojdzie, Polska będzie jedynym dużym krajem Unii, który wciąż bierze udział w tym przedsięwzięciu.

To kłopotliwa sytuacja: Ameryka, która widzi w Chinach „strategicznego rywala”, oczekuje od Europy, a w szczególności od Polski, że przyłączy się do jej starań o powstrzymanie chińskiego imperializmu. Polski rząd, który opiera swoje bezpieczeństwo na gwarancjach USA, nie może lekceważyć tych oczekiwań. Problem jest tym bardziej na czasie, że Pekin stał się de facto sojusznikiem Kremla.

Logika finansowa i gospodarcza była do tej pory wyznacznikiem stosunku polskich władz do starań Brukseli o zahamowanie zmian klimatu. Wynikało to po części z wagi elektrowni zasilanych na węgiel i górnictwa węglowego. Jednak w ostatnim roku także Francja czy Niemcy spuściły z tonu, gdy idzie o wymogi ekologiczne. Poszły za tym i ambicje Brukseli.

Jednym z powodów jest wzrost poparcia dla ugrupowań populistycznych w reakcji na nadmierne koszty przeciwstawiania się ociepleniu klimatu, jak choćby Alternatywy dla Niemiec, której bardzo pomogły zapowiedzi wprowadzenia przez rząd federalny zakazu używania piecyków gazowych i na olej opałowy dla ocieplenia domów. Ta zmiana dynamiki w unijnej centrali jest dobrą okazją do zmiany przez Polskę wizerunku kraju blokującego „zieloną rewolucję”. Posłuży temu też spodziewany strumień około 76 mld euro zaległych środków z Funduszu Odbudowy i Funduszu Spójności – do wydania w ciągu dwóch lat. Projekty ekologiczne mogą tu liczyć na przychylne spojrzenie Brukseli, stawiając jednocześnie zdrowie obywateli w centrum uwagi.

Do ostatnich chwil rząd Mateusza Morawieckiego sprzeciwiał się planowi obowiązkowego rozdziału uchodźców, choć jego skala została w stosunku do pierwotnej idei Angeli Merkel z 2015 r. drastycznie ograniczona. To był po części wynik strategii przyjętej w kampanii wyborczej. Jednak co przez lata wydawało się tylko problemem południa Europy, dotyka bezpośrednio i naszego kraju. Za sprawą quasi-wojny hybrydowej wytoczonej przez Białoruś do Polski próbuje przedostać się całkiem duża grupa nielegalnych migrantów. Więcej: we wrześniu Niemcy przywróciły kontrole na granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej właśnie z tego powodu. Berlin uzależnia ich zniesienie od skutecznej kontroli granicy zewnętrznej Unii. To powoduje, że nowy rząd będzie musiał stopniowo zmienić podejście do unijnej polityki migracyjnej. Dostrzec w niej jedyny sposób na rozwiązanie problemu wykraczającego poza potencjał jednego kraju.

Bezpieczeństwo będzie na pewno najważniejszym wyznacznikiem działań rządu Donalda Tuska. Na czoło wysuwa się tu przebieg wojny w Ukrainie.

Po raz pierwszy od wybuchu trwającego blisko dwa lata konfliktu Rosja ma szansę wygrać starcie z Kijowem. Czas gra bowiem na korzyść Putina. Kreml skutecznie przestawił rosyjską gospodarkę na tory wojenne: gros wydatków państwa jest teraz związane z produkcją broni i amunicji, szkoleniem żołnierzy. Europejskie demokracje, podobnie jak USA, nie poszły w tę stronę: nadal produkcja uzbrojenia jest tu zbyt mała jak na potrzeby Ukraińców.

Pozostało 94% artykułu
Dodatki
Różne oblicza zrównoważonego rozwoju
Materiał Promocyjny
Elektrownie jądrowe to naturalny dla Warty obszar zainteresowań
Dodatki
ESG, czyli energia spina gospodarkę
Materiał partnera
ESG w branży deweloperskiej – ROBYG liderem zielonej transformacji
Materiał partnera
Biegaj i pomagaj z PAH, czyli sportowy sposób na wolontariat firmowy
Dodatki
15 lat Fundacji Warbud – Warto Pomagać
Materiał partnera
Ścieżka europejskich jednorożców