Jak informuje Onet, oklejone nimi samochody wysyła Fundacja Pro-Prawo do Życia. Mimo wielu protestów urażonych osób z prawnego punktu widzenia trudno powstrzymać jest tę działalność.
- W polskim kodeksie karnym nie ma przepisu, który mógłby chronić osoby nieheteronormatywne przed znieważeniem - mówi Onetowi Mirka Makuchowska z Kampanii Przeciw Homofobii.
W związku ze zdemolowaniem jednego z takich aut do aresztu na dwa miesiące trafił Michał Sz. - działacz nieformalnej organizacji "Stop Bzdurom", który identyfikuje się jako Małgorzata Sz. lub jako Margot.
Czytaj także: Co było przyczyną aresztowania "Margot"?
- W katalogu przestępstw dotyczących mowy nienawiści nie ma kwestii orientacji seksualnej. Można być ukaranym za antysemityzm czy rasizm, ale za homofobię już nie - mówi nam anonimowo jeden z warszawskich prokuratorów.
Stołeczna policja podkreśla, że nie może sama decydować, co kogo obraża - a co nie.
- Efekt jest taki, że te potworne furgonetki wciąż krążą. Celowo mówię "potworne", bo hasła na nich mogą niszczyć ludzi - mówi Onetowi Mirka Makuchowska z Kampanii Przeciw Homofobii.
W ocenie wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kalety hasła na furgonetkach są "zagwarantowanym konstytucyjnie korzystaniem z prawa do wolności słowa". - To prawo lobby LGBT próbuje ograniczać - podkreśla w rozmowie z Onetem wiceminister.
Czytaj więcej na onet.pl