W Singapurze wykryto jak dotąd ponad 14 tys. zakażeń koronawirusem - ale w wyniku COVID-19 zmarło tam zaledwie 11 osób. Tymczasem np. w Japonii - kraju z podobną liczbą wykrytych zakażeń - w wyniku COVID-19 zmarło 385 osób. W Belgii przy nieco ponad 46,5 tys. wykrytych zakażeń stwierdzono 7207 zgonów na COVID-19.

Tak niska śmiertelność w Singapurze ma - zdaniem ekspertów ds. ochrony zdrowia - wynikać z tego, że większość zakażonych w tym kraju to młodzi ludzie, głównie imigranci zarobkowi z innych krajów Azji mieszkający w ogromnych kompleksach przeznaczonych dla cudzoziemskich robotników.

Po drugie - osoby starsze cierpiące na choroby, które narażają je na ostry przebieg COVID-19 w Singapurze praktycznie nie opuszczają domów - stosując się do zaleceń władz.

Ponad 90 procent wykrywanych w ostatnich dniach w Singapurze zakażeń dotyczy imigrantów zarobkowych - większość z nich przechodzi COVID-19 łagodnie i nie trafia do szpitali, które dzięki temu oszczędzają zasoby konieczne do zajmowania się cięższymi przypadkami.

Premier Singapuru Lee Hsien Loong niedawno podkreślił, że najstarsi obywatele kraju "schronili się w domach". Wcześniej premier apelował o to do seniorów w przemówieniu transmitowanym przez telewizję.

W Singapurze w specjalnych kompleksach mieszkaniowych mieszka obecnie 323 tys. imigrantów zarobkowych. 1 kwietnia liczba zakażeń wykrytych wśród nich wynosiła 19. Obecnie wśród imigrantów wykryto już 11419 zakażeń.