Po tym, jak w IV kwartale ub.r. polska gospodarka powiększyła się o 5,1 proc. rok do roku, najbardziej od 2011 r., ekonomiści wskazywali, że to był prawdopodobnie szczyt obecnego cyklu koniunkturalnego. Opublikowane w czwartek przez GUS dane zdają się to potwierdzać. Gospodarka zaczęła tracić impet, ale nadal rozwija się w tempie więcej niż zadowalającym. Ostrożne szacunki sugerują, że w I kwartale PKB urósł o 4,6 proc. rok do roku, ale mógł też powiększyć się o 5 proc.
Jak podał GUS, produkcja sprzedana przemysłu zwiększyła się w marcu tylko o 1,8 proc. rok do roku, najmniej od zniżki z kwietnia 2017 r., po zwyżce o 7,4 proc. rok do roku w lutym. Z kolei produkcja budowlano-montażowa zwiększyła się o 16,2 proc. rok do roku, po dwóch miesiącach zwyżek o ponad 30 proc.
Wyhamowanie wzrostu produkcji było jednak powszechnie oczekiwane. Przemawiał za tym efekt wysokiej bazy odniesienia: w marcu 2017 r. produkcja przemysłowa i budowlana odnotowały jednorazowy wyraźny wzrost. Na to nałożyła się mniejsza niż przed rokiem liczba dni roboczych. Aktywności na budowach mógł też zaszkodzić atak zimy.
Pewne powody do niepokoju w marcowych danych jednak widać. Wyniki produkcji przemysłowej podbił znaczący wzrost (o 18,9 proc. rok do roku) w obszarze zaopatrywania w energię elektryczną i gaz w związku z niskimi temperaturami. W samym przetwórstwie przemysłowym produkcja zwiększyła się o zaledwie 0,6 proc. rok do roku, po zwyżce o 7,3 proc. miesiąc wcześniej.