Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego majowe dane o sprzedaży detalicznej okazały się niższe od rynkowych oczekiwań.
- Które kategorie produktów napędzały wzrosty, a w których konsumenci ograniczyli wydatki.
- Jak realne tempo wzrostu wynagrodzeń wpływa na siłę nabywczą i decyzje zakupowe Polaków.
- Jakie są prognozy dotyczące kondycji polskiego konsumenta w nadchodzących kwartałach.
Jak wynika z danych GUS, w maju mocno w ujęciu rok do roku urosła m.in. sprzedaż paliw oraz farmaceutyków i kosmetyków (o 9,3-9,9 proc.). W górę poszła też sprzedaż w kategorii „pozostałe” (czyli m.in. w wielobranżowych, niewyspecjalizowanych sklepach), o blisko 11 proc. r/r. O 3,8-4,5 proc. r/r urosła sprzedaż odzieży i obuwia oraz mebli i sprzętu RTV/AGD. O 2,1 proc. r/r urosła sprzedaż samochodów. Dość głęboki spadek, o niemal 3 proc., zanotowała zaś sprzedaż żywności i napojów.
Ekonomiści czekali na dane o sprzedaży detalicznej za maj oceniając, że może on dać po kilku miesiącach bardziej „prawdziwy” obraz kondycji konsumenta niż statystyki za marzec i kwiecień. Wówczas – m.in. ze względu na efekt terminu Wielkanocy, ale też inne efekty kalendarzowe (oraz zakupy paliwa na zapas po ich dynamicznym wzroście w marcu) – zobaczyliśmy bardzo wysoki odczyt w marcu (+8,7 proc. r/r), a potem niski w kwietniu (tylko +1,3 proc.).
Czytaj więcej
Chińskie platformy e-commerce przestają być dla polskich sklepów wyłącznie konkurencją i coraz częściej stają się kanałem sprzedaży. Już 12 proc. k...
Deflator w górę
Wzrost sprzedaży detalicznej w maju o 3 proc. r/r to ujęcie cen stałych (czyli: o tyle więcej niż przed rokiem kupiliśmy w różnych sklepach czy na stacjach paliw). W ujęciu cen bieżących odnotowano większy wzrost – o 4,4 proc. r/r – co wynika z dodatniego deflatora (dane w cenach bieżących mówią, o ile więcej zapłaciliśmy za zakupy). To przede wszystkim efekt droższych niż przed rokiem paliw (o ponad 11 proc. w handlu). Za żywność w maju płaciliśmy tylko o 1,4 proc. więcej niż przed rokiem, z kolei mniej płaciliśmy m.in. za meble i sprzęt RTV/AGD (o 1 proc.), odzież i obuwie (o 3,4 proc.) czy samochody (o 6,1 proc.). Łączny deflator w handlu detalicznym na poziomie około 1,4-1,5 proc. w kwietniu i maju to najwyższe poziomy od ponad dwóch lat, jeszcze w lutym (przed wystrzałem cen paliw) był wręcz ujemny.
Czytaj więcej
Co trzeci badany negatywnie ocenia swoją sytuację finansową, na przeciwnym biegunie jest tylko 20 proc. z nas. Połowa ankietowanych ogranicza wyjśc...
Co dalej z polskim konsumentem?
Jak wynika również z poniedziałkowych danych, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw urosło w maju o 5,8 proc. r/r. Przy inflacji na poziomie 3,1 proc. r/r daje to realne tempo wzrostu średniej płacy o około 2,6 proc. – lepiej niż w kwietniu (2,1 proc.), ale gorzej niż w ostatnich kwartałach (około 4-5 proc. r/r). Prognozy ekonomistów przewidują, że realne tempo wzrostu płac w kolejnych kwartałach może oscylować w okolicach 2-3 proc. r/r, co może oddziaływać nieco hamująco na nasze zakupowe zapędy. – Wyższe ceny, którym towarzyszy hamowanie dynamiki płac, przełożą się na ograniczenie potencjału konsumentów. Ożywienie w sprzedaży detalicznej będzie kontynuowane, ale wyraźnie spowolni – ocenia Jakub Szczepaniec, ekonomista Alior Banku. W pierwszym kwartale 2026 r. sprzedaż detaliczna rosła o 4,8 proc. r/r, a konsumpcja prywatna (tj. łącznie z usługami) o 3,3 proc. Nie da się wykluczyć, że kolejne kwartały wypadną nieco gorzej.
Z drugiej strony, generalnie sytuacja finansowa konsumentów jest dobra, a sytuacja na rynku pracy przyzwoita (m.in. raczej stabilnie niskie bezrobocie). Nie widać powodów, aby konsumpcja miała nagle tąpnąć. Pytanie tylko, czy konsumenci będą skłonni wydawać pieniądze. Zeszłotygodniowe dane o koniunkturze konsumenckiej wykazały, że nastroje konsumentów właściwie powróciły już do poziomów sprzed marca, czyli ataku Rosji i Izraela na Iran, blokady cieśniny Ormuz i wzrostu cen paliw.