- Z audytem to nie ma nic wspólnego. Jestem ekonomistą, który przez ostatnie lata piastował funkcję prezesa wielu firm. Wiem co to jest audyt. Audyt jest przeglądem z uporządkowaną metodą, metodą zaakceptowaną przez środowisko audytowe, badanie zgodności działania czy realizowania jakiegoś przedsięwzięcia albo z prawem wewnętrznym, zewnętrznym, zasadami rachunkowości czy innymi standardami - wyjaśniał Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej.
- Tutaj mamy do czynienia ze spektaklem politycznym, gdzie rządząca partia oceniała tą odchodzącą na podstawie nieznanych kryteriów czy zasad - mówił pytając sam siebie "czy mu się to podobało".
- Nie mogło się podobać. Jeżeli jednego dnia minister finansów (Paweł Szałamacha - red.) pisze, że sytuacja finansów publicznych jest bardzo dobra i gdyby chodziło wyłącznie o stan kasy i kondycję gospodarczą, to nasz rating na pewno nie byłby obniżony, a za trzy dni przychodzi do sejmu i mówi że w Polsce jest Sodoma i Gomora i załamanie finansów publicznych. Jedna wielka katastrofa. Albo mamy więc problem z równowagą emocjonalną, albo któregoś dnia kłamał pan minister - powiedział.
- To samo można powiedzieć o ministrze rozwoju Mateuszu Morawieckim, który jednego dnia wychwala polską gospodarkę, a później przychodzi do sejmu i mówi, że Sodoma i Gomora - podkreślał.
Podczas środowych wystąpień ministrów w sejmie, w trakcie prezentowania audytu, padały ogromne kwoty, które na wielu zrobiły ogromne wrażenie. Należy o nich zapomnieć i bez refleksji przejść do porządku dziennego? 340 mld zł to góra pieniędzy.
- Nie robiły, bo zamiast 340 mld zł można było powiedzieć 430 albo 760 albo 120. Te liczby są wyjęte z kapelusza. Musze przypomnieć, że Pani Premier Beata Szydło, która podała te liczby, jeszcze rok temu nie pamiętała, lub nie potrafiła powiedzieć, jakie było tempo wzrostu polskiej gospodarki w roku poprzednim - mówił Grabowski.
- A teraz nagle się doliczyła, z niewiadomych źródeł, kwoty 340 mld zł - wyjaśniał zapytując, co to jest? Skąd ta kwota i co ona oznacza?
- O tyle mógłby być większy PKB? O tyle mogłyby być większe wpływy do finansów publicznych? O co chodzi z tymi stratami dla Polaków? - pytał.
Podczas prezentacji audytu ekipy PO-PSL padło wiele ostrych słów w stronę poprzedniej ekipy rządzącej. Mateusz Morawiecki stwierdził m.in., że poprzedni rząd jechał do Brukseli nie jechał z Biało-Czerwoną flagą tylko połową tej flagi; białą częścią.
- Pan minister Morawiecki powiedział też, że Polska gospodarka jest totalnie zdestabilizowana i trudno będzie ją przywrócić do równowagi. Mam nadzieje, że Ci z Moody's, którzy jutro ogłoszą rating, nie wezmą pod uwagę słów pana ministra, bo wtedy ta ocena byłaby katastrofalna - mówił.
- Pan minister musi się zdecydować. Czy Polska gospodarka jest w ruinie i on będzie ją ratował, czy zarządza gospodarką w bardzo dobrym stanie. Oczywiście to drugie jest zgodne z prawdą - mówił.