Ministerstwo Finansów przekonuje, że reforma klina podatkowo-składkowego zostawi w kieszeniach pracowników, emerytów i firm ok. 14 mld zł. „To bardzo duża obniżka podatków i silny impuls rozwojowy dla gospodarki" – mówił na łamach „Rz" Jan Sarnowski, wiceminister finansów.

Czytaj także: Polski Ład. "Podwyżki podatków to więcej szkód niż pożytku"

Przyjrzeliśmy się, co jednak stoi za tą imponującą kwotą. Jak te zyski podzielą się na poszczególne grupy podatników, czy wszyscy skorzystają po równo, czy też są „wygrani" i „przegrani" reformy?

Kto na plusie

– Odpowiedź nie jest prosta, ponieważ resort finansów nie przedstawił, choć powinien, takich informacji w ocenie skutków regulacji – mówi Sławomir Dudek, główny ekonomista Fundacji FOR. – Możemy opierać się jedynie na analizach przygotowanych przez niezależnych ekonomistów. Ale wiadomo, że największym wygranym będą... emeryci i renciści – dodaje.

Jak wynika z badań Centrum Analiz Ekonomicznych (CenEA), dochody rodzin osób w wieku emerytalnym wzrosną łącznie aż o 11,3 mld zł rocznie! Z kolei na podstawie zestawienia przygotowanego przez PKO BP można szacować, że w sumie portfele emerytów mogą „spuchnąć" o ok. 10,3 mld zł rocznie.

Druga grupa podatników, która może łącznie zyskać na zmianach, to tzw. etatowcy, czyli zatrudnieni na podstawie umowy o pracę. PKO BP szacuje, że 8,32 mln pracowników zyska przeciętnie 1,4 tys. zł na rok, co przekłada się na sumaryczną kwotę 11,6 mld zł korzyści. Z kolei 1,4 mln z nich płacić ma średnio o 900 zł wyższe daniny, co łącznie daje 1,3 mld zł strat. Zysk netto (różnica między korzyściami a stratami) może więc w przypadku tej grupy podatników sięgnąć ok. 10,4 mld zł rocznie.

– Owszem, łącznie grupa pracujących może zyskać, ale w żadnym razie nie można nazwać tego obniżką podatków, a taką narrację chce nam narzucić resort finansów. Trzeba mówić prawdę, że jeśli dla osób o zarobkach poniżej ok. 6 tys. zł na miesiąc obciążania spadają, to jest to rzeczywiście obniżka, ale jeśli dla zarobków powyżej 13 tys. obciążenia rosną, to jest to zwykła podwyżka – komentuje Sławomir Dudek.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

Kto na minusie

Dalej, dla osób zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych (np. zlecenie) zysk netto może wynieść ok. 0,5 mld zł rocznie, a dla grupy osób o innych źródłach dochodów – 0,6 mld zł. Na tym jednak lista „wygranych" się kończy, a jedyną grupą, która może być na minusie, i to dużym, są osoby prowadzące działalność gospodarczą.

Minister Sarnowski szacuje, że dzięki zmianom w kwocie wolnej (podwyżce do 30 tys. zł) i składkach zdrowotnych zmniejszy się całkowite obciążenie ponad pół miliona biznesów. PKO BP dodaje, że przeciętnie te biznesy zyskają 2,4 tys. zł na rok, co daje łączny zysk ok. 1,3 mld zł. Ale po drugiej stronie stoi znacznie większa liczba firm, które na reformie stracą. Może to być 760 tys. podmiotów, które mają płacić przeciętnie aż o 8,4 tys. zł więcej niż obecnie, co daje rocznie 6,4 mld zł wyższych danin. Łącznie strata netto w przypadku prowadzących działalność gospodarczą może więc sięgnąć 5,2 mld zł.

Szkodliwa propozycja

– Taka kwota już robi wrażenia, a ekonomiści wskazują, że rzeczywiste koszty dla firm mogą sięgać nawet kilkunastu miliardów złotych. – Resort finansów szacuje, że wpływy ze składki zdrowotnej wzrosną o 12 mld zł. A że ten wzrost dotyczy tylko firm, które zamiast dotychczasowego ryczałtu mają zacząć płacić składki proporcjonalnie do dochodu, to te 12 mld zapłacą ze swojej kieszeni właśnie przedsiębiorcy – wyjaśnia Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Do tego brak możliwości odliczania składki od podatku spowoduje, że sam PIT wzrośnie o ok. 2 mld zł. Łącznie mamy więc co najmniej 14 mld zł strat, nie sądzę, by potencjalne zyski niewielkiej grupy podmiotów radykalnie zmniejszyły te koszty – wylicza Kozłowski.

– Trudno oszacować, ile w sumie firmy stracą, ale można powiedzieć, że stracą prawie wszyscy w tej grupie – podkreśla Przemysław Pruszyński, ekspert Konfederacji Lewiatan. – Z naszych szacunków wynika, że w przypadku karty podatkowej zmiana obciążeń może sięgnąć nawet 97 proc., a przy podatku liniowym jest to wzrost o ponad 40 proc. Proponowane w Polskim Ładzie rozwiązania są szkodliwe dla biznesu i gospodarki – podkreśla.

Spotkanie na szczycie

Organizacje przedsiębiorców na wtorkowym, specjalnym spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim przedstawiły swoją negatywną opinię wobec zmian w klinie podatkowo-składkowym zaproponowanych w ramach Polskiego Ładu. – Przedstawiliśmy premierowi postulaty biznesu, potwierdzające, że z satysfakcją przyjmujemy podwyżkę progu kwoty wolnej od podatku, ale absolutnie nie zgadzamy się na sfinansowanie tego z kieszeni przedsiębiorców, którzy mieliby odprowadzać o wiele wyższe daniny niż obecnie – relacjonuje Łukasz Bernatowicz, wiceprezes BCC.

Dodaje, że premier nie odniósł się do tych postulatów, za to zaproponował ekspertom, by sami wskazali inne źródła finansowania reformy.

Biznes postuluje też, by rząd wycofał się z pomysłu drastycznej podwyżki składki zdrowotnej, rozpoczął prawdziwą dyskusję nad reformą systemu, a ewentualne wdrożenie tej reformy przesunął co najmniej o rok.

Opinia dla „rz"

Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Pracodawców RP

Prace nad reformą podatkową powinny zostać odłożone co najmniej o rok. Opowiadamy się za zmianami w klinie podatkowym, ale można to zrobić w prostszy sposób. Rządowa propozycja oznacza, że cała korzyść pozostaje w rękach osób nisko zarabiających i emerytów, a firmy, te rozliczające się w PIT, poniosą ogromne koszty. Nie zachęca to ani do pracy, ani do inwestycji.