– Teraz przyjazd na Wyspy się kompletnie nie opłaca. Jak ja przyjeżdżałem do Londynu, to funt kosztował około 6,5 zł. Różnica w zarobkach była wyjątkowo duża. Teraz nie jest tak różowo – mówi Kamil Niwiński, menedżer w jednej z londyńskich restauracji.
Ten głos brzmi może zbyt dramatycznie, ale odzwierciedla nastroje wśród nowej polskiej emigracji. Obecnie średnia płaca w Wielkiej Brytanii wynosi w przeliczeniu na złote ok. 9 tys. i wciąż niemal trzykrotnie przewyższa średnią pensję w Polsce. Ale jeszcze kiedy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, różnica była siedmiokrotna. Dochodzą przy tym dużo wyższe koszty utrzymania na Wyspach.
Przepaść płacowa zmniejsza się dzięki rosnącym w Polsce wynagrodzeniom, ale przede wszystkim dzięki taniejącemu funtowi. Już niedługo brytyjska waluta może kosztować tylko 4 zł. Zdaniem analityków wiedeńskiego Raiffeisen Banku może się to stać jeszcze w połowie 2008 r. Citigroup szacuje, że raczej pod koniec roku. Jeszcze na początku 2008 r. funt kosztował 5 zł, a w 2004 r. – 7 zł.
Do spadku kursu funta przyczynia się szybki wzrost gospodarczy i podwyżki stóp procentowych w Polsce oraz spowalniający wzrost i obniżki stóp w Wielkiej Brytanii. Wprawdzie wczoraj Bank Anglii pozostawił stopy procentowe bez zmian, ale niedługo będzie je obniżał.
Czy czeka nas fala powrotów? W marcu w Anglii pierwszy raz od 2004 r. spadła liczba emigrantów z Europy Wschodniej rejestrujących się do pracy. – Ale trudno oczekiwać dużej fali powrotów, choć większy odsetek emigrantów zacznie się nad tym zastanawiać. Spodziewałbym się, że wyhamuje trend emigracji – mówi Łukasz Tarnawa, ekonomista PKO BP. Ci, którzy posmakowali lepszego życia, nie dadzą się łatwo zachęcić do powrotu. – Gdyby ktoś mi zaoferował w Polsce 6 tys. zł, to bym wrócił. Za tę kwotę mógłbym mieć standard życia zbliżony do tego, który mam w Szkocji – mówi Michał Kasztelan, stolarz z Edynburga.