Większość postępowań likwidacyjnych miało miejsce w branży handlu detalicznego, budownictwie i w hurcie. Do tego doszła znacząca liczba bankructw odnotowana w transporcie, turystyce i rolnictwie. Euler Hermes twierdzi, że na liście ryzykownych branż nadal będzie sektor spożywczo-detaliczny oraz transport.

Ze względu na spadek konsumpcji, a w efekcie — obrotów firmy spożywcze będą się łączyć i wzajemnie przejmować. Jeśli zaś chodzi o transport, to w ubiegłym roku wolumen przewożonych towarów na Węgrzech zmniejszył się, a liczne spółki przewozowe na Węgrzech zakończyły działalność.

W Polsce sytuacja patrząc na liczby wygląda zupełnie inaczej. W trzech kwartałach tego roku upadło 319 firm. — Efekty obecnej kondycji gospodarki poznamy najwcześniej w przyszłorocznych statystykach bankructw – i to tylko w odniesieniu do firm większych. Znaczna bowiem część małych i średnich przedsiębiorstw wymyka się tym zestawieniom, wygaszając działalność bez stosowania sądowej procedury upadłości — mówi Tomasz Starus, dyrektor Działu Oceny Ryzyka w Euler Hermes.

Od kilku miesięcy spadek zamówień eksportowych przekłada się na wzrost stanów magazynowych produkcji niesprzedanej. Doszło do tego spowolnienie na rynku mieszkaniowym, które w drugiej połowie roku przeszło w zastój. Sytuacji w budownictwie nie ratują wciąż zbyt wolno ruszające inwestycje infrastrukturalne. Doszły do tego – tak jak na Węgrzech i w całej Europie kłopoty firm transportowych. Także sektor spożywczy, a zwłaszcza mięsny jest obecnie w trudnej sytuacji. Podobnie jak na Węgrzech następuje konsolidacja dystrybucji spożywczej – z rynku wypadają mniejsze hurtownie spożywcze.

- W budownictwie czy transporcie średnie przeterminowanie płatności wynosi obecnie 30 dni i więcej, w terminie spłacane jest poniżej 70 proc. należności. Odzyskanie pozostałej ich części jest bardzo problematyczne – windykacja nie skupia się obecnie na przypominaniu o terminowej spłacie zobowiązań, ale już raczej na „odzyskaniu czego się da” — wyjaśnia Tomasz Starus.