Sytuacja górnictwa jest słaba, co pokazują dane z Ministerstwa Gospodarki nadzorującego branżę. Spadają wydobycie i efektywność, rosną koszty. I to nie tylko wskutek kryzysu. Część śląskich kopalń ma trudne złoża, których eksploatacja przynosi straty, a w części węgiel się po prostu kończy.
– Wyczerpanie złóż to jedyny powód, gdzie może być zgoda społeczna na zamknięcie kopalni. Tyle że wcześniej trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy nie można uruchomić kolejnych pokładów. Bo nie jest tak, że nie ma węgla. Wiele złóż jest nieudostępnionych – mówi Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce.
W ciągu kilku lat udostępnione złoża będą się kończyły m.in. w zakładach Piekary, Rydułtowy-Anna, Wieczorek, Kazimierz-Juliusz. Mówi się także o zamknięciu Halemby-Wirka, który według szacunków „Rz” w ciągu ostatnich lat przyniósł ok. 1 mld zł straty netto.
– Gdy się podaje wyniki, to są takie wnioski, ale nie ma żadnej decyzji w tej sprawie – mówi Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej, do której należą Rydułtowy-Anna i Halemba-Wirek. Sytuacja zakładów jest omawiana ze związkami. W marcu to w Rydułtowach nastąpił potężny wstrząs, jeden z dziesiątek, do których dochodzi w kopalni znajdującej się pod miastem Powodują one ogromne szkody górnicze, których naprawa kosztuje rocznie miliony złotych.
– Prędzej zarząd poda się do dymisji, niż któraś z tych kopalń zostanie zamknięta, bo strata netto to tylko jeden wskaźnik. To są miejsca pracy, ogromne podatki i baza dla zaplecza okołogórniczego – mówi Czerkawski.