Matthias Mueller cytowany przez tygodnik "Welt am Sonntag" uważa, że przeniesienie do Europy ugody zawartej w Stanach byłoby niewłaściwe i nie do wykonania. - Tu, w Europie sytuacja jest inna - stwierdził i dodał, że mimo dobrej sytuacji Volkswagena zastosowanie w Europie amerykańskiej umowy byłoby trudne do uniesienia przez grupę z finansowego punktu widzenia.
- Nie trzeba być matematykiem, aby zdać sobie sprawę, że kompensaty na arbitralnie wysokim poziomie pogrążyłyby Volkswagena - powiedział prezes VW i dodał, że przedstawił swój punkt widzenia na spotkaniu z komisarz przemysłu Elżbietą Bieńkowską.
- W Stanach limity emisji spalin są surowsze, co sprawia, że naprawa pojazdów jest bardziej skomplikowana. A udział w akcji skupowania pojazdów jest dobrowolny dla klientów, co nie dotyczy np. Niemiec - powiedział.
Skoro władze amerykańskie chcą, by skupiono możliwie jak najwięcej samochodów, to VW musiał też zaproponować klientom zachęty, a to oznacza, że tej sytuacji nie można porównywać - dodał.
Szef marki nie odejdzie
Odpowiedzialny za markę VW Herbert Diess nie zamierza podawać się do dymisji, mimo że prokuratura prowadzi śledztwo w jego sprawie.
- Nie ma o tym rozmowy - powiedział dziennikowi "Sueddeutsche Zeitung" zapytany, czy rozważał dymisję. Dodał, że śledztwo zaskoczyło go, a dowiedział się o nim ze środków przekazu.
Ocenia, że reputacja VW będzie potrzebować 12-18 miesięcy na wyjście z kryzysu, choć strategiczny zwrot zajmie nawet do 14 lat. Firma musi w swej strategii skupić się na zatrudnianiu specjalistów od IT i baterii. Wdrożenie tego będzie wymagać dwóch generacji pojazdów. Nowoczesne samochody mają cykl życia ok.7 lat. - Musimy zwiększyć skuteczność, inaczej nie będzie nas stać na transformację - powiedział.
Pod koniec czerwca VW poinformował, że prokuratura z Brunszwiku bada działania Diessa w ramach śledztwa, czy firma naruszyła europejskie przepisy o podawaniu informacji i o manipulowaniu rynkiem czekając zbyt długo z poinformowaniem inwestorów o oszukiwaniu w testach na emisję spalin.