Czy sprzedaż aut luksusowych spanie?

Karl Schlicht: Sądzę, że nasz udział rynkowy się nie zmieni, a sprzedaż wzrośnie. Znacznie bardziej niż z powodu spowolnienia gospodarczego cierpimy przez restrykcyjne normy emisji dwutlenku węgla narzucone przez Brukselę, które powodują, że nasze auta są obciążone wysokimi podatkami.

W sprawie dodatkowych opłat ekologicznych będziemy musieli podjąć jakieś kroki.

Ale przecież Lexus wprowadza na rynek coraz więcej pojazdów hybrydowych, a ich nabywanie jest wręcz premiowane przez niektóre rządy, chociażby Szwecję i Irlandię.

Rzeczywiście zostały tam wprowadzone ulgi, ale pomyślane były dla toyoty prius. Kiedy okazało się, że i lexus kwalifikuje się do takich dopłat, natychmiast zmieniono przepisy.

Jakiego wzrostu sprzedaży oczekuje pan więc w tym roku?

Około 1 procenta, może trochę więcej przy takim samym jak rok temu udziale rynkowym. Sprzedaż i udział rynkowy szybciej będą z pewnością rosły w Rosji i Polsce, ale te rynki mają jeszcze zbyt mały udział, żeby miały już teraz znaczący wpływ na nasze wyniki sprzedaży.

W Polsce Lexus jest nadal nową marką, więc dynamika naprawdę zaskakuje. Rynek rosyjski też rośnie wyjątkowo szybko.

Czy takie dwucyfrowe tempo wzrostu sprzedaży aut luksusowych, jak jest teraz w Rosji, może skłonić Lexusa do otwarcia montowni w tym kraju?

Nie sądzę, żeby to było możliwe. Lexus sprzedawany w Europie produkowany jest w Japonii i nie zamierzamy tego zmieniać. Mogłyby pojawić się kłopoty z jakością, z dostawcami komponentów. Taka marka nie może pozwolić sobie na jakiekolwiek ryzyko. Na razie w Rosji fabrykę ma Toyota. Zobaczymy, jakie będą jej doświadczenia.