Myślę, że tak. Moim celem jest zmniejszenie liczby projektów, bo jeśli jest ich za dużo, to ich znaczenie maleje. Wartość zaplanowanych kluczowych inwestycji przekracza 150 proc. dostępnych pieniędzy. Czyli nawet ci beneficjanci, którzy są na liście, nie mają pewności, że dostaną dofinansowanie. Nie ma sensu podtrzymywać pustych obietnic. Po drugie, trzeba urealnić koszty tych inwestycji. Sprawdzimy, na jakiej podstawie ustalono kosztorysy i czy odpowiadają one rzeczywistości.
Czy może pani podać konkretny przykład, które drogi czy oczyszczalnie ścieków nie znajdą się na liście?
Dziś mogę jedynie powiedzieć, że w działaniach związanych z transportem prawdopodobnie utrzymana zostanie zasada, iż 100 proc. pieniędzy wydamy na z góry ustalone projekty. Drogi i autostrady są strategiczne dla rozwoju kraju. Natomiast w pozostałych tematach – szczególnie tych dotyczących kultury, zdrowia, szkolnictwa wyższego, być może także ochrony środowiska – chcemy odejść od tej zasady. Część projektów, może 30, a może 60 proc., powinna być realizowana w systemie konkursowym.
Ci, których projekty znalazły się na liście, a teraz znikną, będą zapewne bardzo zawiedzeni.
Sam proces wyboru tych projektów był kontestowany. Listy tworzono w pośpiechu, bez ustalonych kryteriów, spora ich część jest nieprzygotowana i nie wiem, czy konieczna.
Poprzedni rząd zdecydował, że pomoc z UE traktowana jest jako środki budżetowe, co zdaniem części ekonomistów nie jest zbyt fortunnym rozwiązaniem. Czy pani zmieni coś w tej kwestii?