Na razie najbardziej prawdopodobny jest jednak scenariusz pesymistyczny: przedstawiciele resortu obrony nie pozostawili wątpliwości, że na zakupy uzbrojenia, przede wszystkim w polskich zakładach, MON po drastycznych budżetowych cięciach może przeznaczyć w 2009 r. najwyżej 2,2 mld zł.
To połowa kwoty z minionego roku. Co gorsza, niemal cała ta suma pójdzie na spłatę obowiązkowych należności wynikających z wieloletnich umów, których niewykonanie jest zagrożone karami umownymi. MON, aby ich uniknąć, musi renegocjować ponad 150 kontraktów. Wiceminister ds. modernizacji armii Zenon Kosiniak-Kamysz postara się rozmawiać z firmami indywidualnie i uwzględnić w swych decyzjach sytuację każdego przedsiębiorstwa.
Największy dostawca uzbrojenia, pancerno-amunicyjna grupa Bumar, spodziewa się, że na jego konto wpłynie ok. miliarda złotych, przede wszystkim z tytułu umów długoterminowych. Jeśli tej kwoty nie da się zwiększyć w tym roku, upadną najsłabsze firmy holdingu – twierdzi Edward Nowak, prezes Bumaru. Już teraz nieuniknione wydają się zwolnienia w restrukturyzowanych gorączkowo spółkach. W zatrudniającej ponad 14 tys. ludzi grupie obronnej przewiduje się redukcje 2,5 tys. etatów. W samej warszawskiej centrali Bumaru wiosną straci zatrudnienie co trzeci pracownik.