Rano Chińczycy mają rozmawiać o inwestycji z władzami gminy Legnickie Pole, w której miała stanąć ich fabryka. – Wymusiłem na nich to spotkanie. Nie chcieli przyjechać – mówi wójt Aleksander Kostuń, który już wcześniej domyślał się, że z budowy nici.
Przed południem zaplanowane jest kolejne spotkanie – w Legnickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Jeszcze wczoraj po południu jej władze usiłowały się czegoś dowiedzieć. – Nie możemy się dodzwonić do Lenova. – mówiła „Rz” pełnomocnik zarządu SSE Iwona Eksner. Lakoniczny komunikat o rezygnacji z budowy koncern opublikował dopiero we wtorek wieczorem.
[ramka]3,59 mld dol wyniosła globalna sprzedaż Lenovo w ostatnim kwartale 2008 r.To o 20 proc. mniej niż rok wcześniej[/ramka]
Warta 30 mln dolarów inwestycja miała charakter prestiżowy. Lenovo to czwarty w świecie producent komputerów. Fabryka pod Legnicą byłaby jego pierwszym zakładem w Europie. 1300 pracowników miało w nim produkować 2 mln pecetów rocznie. Ale fiasko przedsięwzięcia nie jest zaskoczeniem, bo rynek komputerów stacjonarnych się załamał. W dodatku deweloper stawiający fabrykę kilkakrotnie przesuwał termin jej oddania. W końcu zbankrutował. W drugiej połowie marca rząd co prawda przyznał Lenovu finansowe wsparcie o wartości 9,8 mln zł, ale nieoficjalnie wiadomo, że Chińczycy liczyli na znacznie więcej.
W miniony weekend rzutem na taśmę nowe propozycje przedstawiły Chińczykom władze Zielonej Góry i Nowej Soli. Wspólnie przygotowana oferta zawierała m.in. adaptację istniejącej hali fabrycznej, sześcioletnie zwolnienie z podatku od nieruchomości, do tego 300 tys. euro na szkolenia pracowników i poprawę infrastruktury drogowej, z której korzystałby zakład. W grę wchodziło też zapewnienie mieszkań pracownikom fabryki oraz kadrze menedżerskiej. Lenovo mogłoby także liczyć na dodatkowe wsparcie kwotą 12 mln zł po spełnieniu związanych z inwestycją warunków. – Wykonaliśmy ogromną robotę. Nie pomogło – stwierdza prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz.