Afera wybuchła w ubiegłym miesiącu kiedy to były prezes firmy Brytyjczyk Michael Woodford został zwolniony za zakwestionowanie wynoszącej 687 milionów dolarów prowizji dla doradców, przy wartym 2,2 miliarda dolarów przejęciu producenta sprzętu medycznego Gyrus w 2008 roku.
Ujawnienie informacji doprowadziło do serii rezygnacji min. przewodniczącego rady Tsuyoshi Kikukawy.
Firma mimo tych rewelacji odżegnywała się od dokonywania nielegalnych płatności.
To zmieniło się we wtorek kiedy to japoński producent aparatów fotograficznych wydał oświadczenie opisujące wyniki niezależnego zespołu, który odkrył dowody wypłacania nielegalnych honorariów oraz przejęć, które zostały wykorzystane na pokrycie straty z inwestycji sięgających prawie 20 lat.
Więcej głów poleciało, gdy z firmy odwołany wiceprezes Hisashi Mori, który był rzekomo zaangażowany w tuszowanie strat wraz z audytorem spółki.
Czarne chmury nad Olympusem
"Mea culpa" zarządu nie pomogło, bo akcje Olympusa na giełdzie tokijskiej spadły o 29 proc. do 734 jenów.
Afera stawia pod znakiem zapytania również działalność firmy założonej w 1919 r. Akcje firmy mogą zostać wykluczone z notowań na giełdzie w Tokio. Dyrektorzy i księgowi zamieszani w nielegalne płatności i ich ukrywanie mogą spodziewać się kryminalnych zarzutów oraz pozwów ze strony akcjonariuszy Olympusa.
Afera Olympusa może na nowo rozpocząć debatę o tym, co krytycy nazywają słabością japońskiego stylu zarządzania. Eksperci twierdzą, że nielegalne płatności dokonywane przez Olympusa są wynikiem braku niezależnego nadzoru ze strony rady.
Akcje banki inwestycyjnego Nomura Holdings Inc., the spadły o 15 proc. do 245 jenów, papiery rywala Daiwa Securities Group Inc. zanurkowały z kolei o 7 proc. do 251 jenów. Nikkei 225 spadł na zakończenie tej sesji o 1,27 proc.