W drugiej połowie ubiegłego roku nowa prezeska Citigroup Jane Fraser przystąpiła do największej od 20 lat reorganizacji kadry kierowniczej i personelu. Bank radykalnie ogranicza koszty i zamyka kolejne oddziały na światowych rynkach, by skupić działalność w Stanach Zjednoczonych.

Mimo starań nowej szefowej gigant finansowy opublikował w piątek najgorsze wyniki od ponad dekady. Strata za czwarty kwartał ubiegłego roku wyniosła aż 1,8 mld dol. Bank ponosi nie tylko koszty restrukturyzacji, ale też wycofania się z rosyjskiego rynku i dewaluacji argentyńskiego peso.

Czytaj więcej

Premier odwołał Beatę Daszyńską-Muzyczkę z funkcji prezesa BGK

Potężne zwolnienia w Citigroup

Citigroup ogłosił jednocześnie drastyczne zwolnienia w swoich oddziałach. Jak poinformował, pracę w ciągu najbliższych dwóch lat straci 20 tys. osób zatrudnionych w jego oddziałach, zwłaszcza amerykańskich – to około 10 proc. całej załogi banku. Citi zatrudnia obecnie 239 tys. pracowników na całym świecie. Na tym jednak się nie skończy – jak zdradził zarząd banku, docelowo liczba stanowisk w jego oddziałach zostanie zredukowana do około 180 tys.

Przedstawiając najnowsze plany grupy, dyrektor finansowy Mark Mason przyznał, że zwolnienia będą „ciężkie dla morale”. Szefowa Jane Fraser wciąż jednak wierzy w poprawę wyników i określiła 2024 rok jako „punkt zwrotny” dla amerykańskiego banku.

„Choć czwarty kwartał był bardzo rozczarowujący z uwagi na wpływ znaczących czynników, to dokonaliśmy istotnego postępu w upraszczaniu struktury Citi i realizowaniu naszej strategii w 2023 roku” – zaznaczyła Fraser w komunikacie banku.