Do sejmu trafił nowy prezydencki projekt ustawy o pomocy frankowiczom.
- Chyba jesteśmy już bliżej rozwiązania tej długiej telenoweli. Ta ustawa zawiera dwie propozycje. Jest tam możliwość szerszego niż dotychczas, wykorzystywania funduszu wsparcia dla kredytobiorców. To dobrze, bo ten fundusz był w istocie martwy – tłumaczył Borowski.
- Drugie rozwiązanie, to możliwość restrukturyzacji kredytów, czyli w istocie przewalutowania. To będzie uzgadniane pomiędzy klientami a bankami. Teoretyczne maksymalne kwoty, które byłyby obciążeniem dla sektora bankowego w skali całego roku z tego tytułu to ok. 3 mld zł – dodał.
Zaznaczył, że jest to kwota stanowiąca ok. 20 proc. spodziewanego wyniku sektora bankowego.
- Zobaczymy w jakim tempie te kredyty będą restrukturyzowane. Od tego będzie zależała skala faktycznych kosztów ponoszonych przez sektor bankowy – mówił gość.
Zaznaczył, że mamy 0,5 mln kredytobiorców, z czego znacząca część, to są osoby dobrze sytuowane.
- Generalnie te kredyty są dobrze obsługiwane. Nie sądzę, żeby duża grupa osób z tego skorzystała. Byłyby to osoby, które wzięły kredyty w najtrudniejszym momencie, a więc w 2008 r., kiedy frank był po 2 zł – wyjaśnił.
- Ta grupa nie jest znacząca w skali całej populacji kredytobiorców – dodał.
Przyznał, że najbardziej radykalne rozwiązanie, to przewalutowanie po kursie zaciągnięcia. - Potężna strata bilansowa dla sektora bankowego i jego destabilizacja – ocenił.
Borowski zaznaczył, że sporo będzie zależało teraz od większości parlamentarnej, czy będzie chciała to modyfikować i jak szybko będzie procedować projekt. - Może być tak, że ostateczna propozycja będzie bardzo bliska temu, co zaproponował prezydent – stwierdził.
Gość prognozował, że osłabienie franka może postępować dalej.
- Jego lekkie osłabienie jest bardziej prawdopodobne niż umocnienie. Jednak nie liczyłbym na to, że ta deprecjacja potrwa bez końca – mówił.
Firmy przyzwyczajają się do nowej rzeczywistości
W Polsce mieliśmy zaskakująco słabszy odczyt PMI.
- To zależy od dwóch elementów. Składowa tego indeksu dotycząca bieżącej produkcji wyraźnie się obniżyła. Przypisywałbym to efektom związanym z przerwą urlopową w fabrykach samochodów w lipcu, które zaburzają dane - tłumaczył Borowski.
- W indeksie PMI niepokoi mnie relatywnie silny spadek składowej dla nowych zamówień ogółem, podczas gdy składowa dla zamówień w eksporcie wzrosła. To znaczy, że mamy do czynienia z wyhamowanie zamówień krajowych. One rosną, ale wyraźnie wolniej – dodał.
Ocenił, że prawdopodobnie ożywienie w inwestycjach, które postępuje, jest bardzo powolne.
Przyznał, że niepokój i znaki zapytania dotyczące tego, w jakim kierunku będą przebiegać zmiany w wymiarze sprawiedliwości są.
- Jednak twardych decyzji wskazujących na to, że firmy wycofują się z inwestycji nie ma – mówił.
- Patrząc na badania koniunktury widać, że czynnik związany z niepewnością, jako bariera dla wzrostu, zmalał. Raczej było to związane ze zmianą rządu i jego polityki. Firmy zaczynają przyzwyczajać się do nowej rzeczywistości – ocenił.
Podkreślił, że trudno postawić tezę, iż mamy do czynienia z wyraźnym pogorszeniem klimatu inwestycyjnego w związku z polityką.