Wystąpienie szefa banku centralnego wyraźnie osłabiło polską walutę. Kurs euro rano oscylował w pobliżu 4,60 zł, a po wypowiedzi Glapińskiego podskoczył do 4,62 zł.

W środę Rada Polityki Pieniężnej podwyższyła stopę referencyjną NBP z 0,5 do 1,25 proc. Poprzedniej podwyżki, z 0,1 do 0,5 proc., dokonała w październiku. Na konferencji prasowej po ostatnim posiedzeniu RPP Glapiński, który jest przewodniczącym tego gremium, mówił, że kolejna podwyżka stóp w grudniu jest bardziej prawdopodobna niż jej brak.

Czytaj więcej

Glapiński: inflacja to cena wyjścia z kryzysu. Sytuacja w Polsce jest bardzo dobra

Prezes Glapiński zapewniał też w środę, że RPP zrobi wszystko co w jej mocy, aby w średnim terminie sprowadzić inflację do celu NBP (2,5 proc. z dopuszczalnymi odchyleniami o 1 pkt proc. w każdą stronę). W ocenie większości ekonomistów, to zaś będzie wymagało podwyższenia stopy referencyjnej NBP do co najmniej 2 proc., a prawdopodobnie sporo wyżej. Takie są też oczekiwania inwestorów. W kontraktach terminowych na trzymiesięczny WIBOR wyceniają oni obecnie wzrost głównej stopy NBP do 3 proc. już w połowie 2022 r.

Na to, że kolejne podwyżki stóp procentowych będą prawdopodobnie potrzebne, wskazała w rozmowie z agencją Bloomberga prof. Grażyna Ancyparowicz z RPP. Według niej, Rada będzie musiała podnosić stopy, jeśli inflacja będzie przekraczała prognozy analityków z NBP. Te zaś wskazują, że inflacja w kolejnych miesiącach sięgnie maksymalnie nieco ponad 7 proc., podczas gdy wielu ekonomistów sądzi, że przebije ona 8 proc.

Ancyparowicz podkreśliła też, że reformy podatkowe w ramach tzw. Polskiego Ładu będą dużym impulsem inflacyjnym i są wprowadzane w bardzo niefortunnym momencie. W ocenie ekonomistów z PKO BP, sprzeczność między środowymi i piątkowymi słowami prezesa Glapińskiego może być pozorna. – Być może chodzi o okres po styczniu-lutym – napisali na Twitterze.