fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Czołg pod wodzą artysty

Andrea Pirlo – od niego w Juventusie zależy najwięcej
AFP
Dziś ćwierćfinał Bayern – Juventus, czyli starcie drużyn bez konkurencji w Bundeslidze i Serie A
Włosi od dwumeczu oczekują przede wszystkim odpowiedzi na pytanie, ile naprawdę wart jest Juventus.
Oba kluby łączy bardzo wiele: rzucająca na kolana gablota z trofeami, wielkie pieniądze, rozdęte do granic ego działaczy, piłkarzy i fanów, co często przekłada się na gesty niebywałej arogancji, z którą ponoć i tak ludzie w Bawarii i Piemoncie się rodzą. Dlatego oba kluby, choć mają najwięcej kibiców w swoich krajach (Juventus około 9 mln), mają też najwięcej przysięgłych wrogów. Zdaniem filozofów futbolu to wszystko od pokoleń przekłada się na styl gry, hołdujący bardziej sile, szybkości i nieustępliwości niż finezji i żonglerce. We Włoszech mówi się o takim właśnie, przekazywanym z pokolenia na pokolenie DNA Juventusu. Stąd, często nie bez racji, poza Turynem kibice witają Juventus, klub koncernu Fiata, okrzykiem: „Jesteście brzydcy jak multipla", bo to jedyny pojazd firmy z dramatycznym brakiem urody i wdzięku przypominający londyńską taksówkę. Z drugiej strony historia Juve i Bayernu pełna jest meczów wygranych siłą woli. Stąd włoscy fachowcy są przekonani, że dziś na Allianz Arena kości będą trzeszczeć.
Posiadający DNA Juve trener Antonio Conte (grał w klubie 13 lat) od ponad półtora roku prowadzi drużynę, która rozjeżdża ligowych rywali jak czołg – bez wdzięku, ale niesłychanie skutecznie. Po części dlatego, że pancernym pojazdem kieruje podkupiony z Milanu artysta Andrea Pirlo, a jego intencje w lot odczytują błyskotliwy Czarnogórzec Mirko Vucinić, podbramkowy oportunista Alessandro Matri, filigranowy Sebastian Giovinco czy weteran włoskich boisk Fabio Quagliarella. Włoscy fachowcy komplementując trenera podkreślają, że Juve gra dużo lepiej, niż pozwala na to suma umiejętności graczy. Drugą podstawą sukcesów jest spiżowy blok obronny, w całości grający w reprezentacji Włoch: bramkarz Gianluigi Buffon, Leonardo Bonnuci, Andrea Barzagli i Giorgio Chiellini (Juve gra trójką w obronie), który w 30 meczach ligowych dał sobie strzelić zaledwie 19 bramek. O ile Bayern przewodzący teraz z ogromną przewagą Bundeslidze grał w finale LM w 2010 i 2012 roku, w przypadku Juventusu nie wiadomo, jak dominacja na krajowym podwórku (9 punków przewagi nad Napoli i 11 nad Milanem) przełoży się na konfrontację z rywalami w Europie. Ostatni raz Juventus grał w LM w 2009 r., gdy wziął baty u siebie od Bayernu 1:4, a w ćwierćfinale był w roku 2005. Trudno nie łączyć przewagi Juve w Serie A z wymianą pokoleniową w Milanie i Interze, a też kryzysem, który zmusił oba żyjące ponad stan mediolańskie kluby do wyprzedaży swoich asów. Juventus zawsze gospodarzył się po niemiecku, co przynosi teraz efekty. Ale obroty Bayernu w ubiegłym sezonie to imponujące 373 mln euro i 11,1 mln zysku. Juventus mimo blisko 200 mln euro wpływów zanotował 49 mln euro strat, ale głównie z powodu spłaty zadłużenia, w które popadł budując własny, piękny stadion. Juventus Stadium na 41 tys. miejsc, to jedyny klubowy stadion w serie A i B (reszta to stadiony miejskie plus dwa olimpijskie) – jest niemal zawsze pełny, co przyniosło klubowi w zeszłym sezonie aż 31,8 proc. wpływów, przy średniej serie A i B – 10 proc. Mecz anonsowany jest też jako pojedynek Bundesligi z Serie A. Jak wynika z opublikowanych właśnie danych, finansowo niemiecka ekstraklasa bije włoską. Jeśli chodzi o obroty w ubiegłym sezonie, 1,87 mld do 1,64 mld. Co więcej, Bundesliga zanotowała 55 mln euro zysku, a Serie A blisko 300 mln strat. Jak z tego wynika Niemcy na futbolu zarabiają, a kluby Serie A w ciągu ostatnich 10 lat (każdy zakończony stratami) dopłaciły do biznesu aż  2,5 mld euro. Nic więc  dziwnego, że zadłużenie Serie A w bankach w ubiegłym roku wynosiło 976 mln euro i w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosło o połowę. Tylko 7 z 20 klubów Serie A zanotowało minimalne zyski. W Bundeslidze zarobiło 14 z 18 ekip. Sytuacja jest tak dramatyczna, że większość włoskich klubów, by wywiązać się z zobowiązań, głównie piłkarskich pensji, zapożycza się na poczet przyszłych wpływów z transmisji telewizyjnych i umów sponsorskich, co pogarsza sytuację i odzwierciedla stan finansów kraju, którego dług publiczny wynosi 130 proc. PKB. Włosi mają nadzieję, że ponura finansowa sytuacja calcio, któremu grozi rozpad, nie będzie miała wpływu na wynik sportowej konfrontacji. Tym bardziej że ostatnie poważne włosko-niemieckie starcie wypadło dobrze (podczas Euro 2012 w półfinale w Warszawie wygrał Balotelli 2:1). Juventus wygrał w sobotę w Mediolanie z Interem 2:1, co uznano za dobry znak, ale pesymiści wskazują, że Bayern rozgromił u siebie nie gorszy dziś od Interu  Hamburg aż 9:2.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA