fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Polska tragedia w Karakorum

Maciej Berbeka, 58 lat, ratownik i przewodnik
Rzeczpospolita, Wojtek Franus Wojtek Franus
Zdobywcy Broad Peak zimą, Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski, zapewne zginęli schodząc ze szczytu
– Nie ma w ogóle szans. Żeby czuć się lepiej psychicznie, obserwujemy ścianę – powiedział TVN24 Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy.
Od nocy 5 marca nieznane są losy Berbeki i Kowalskiego. Zaginęli podczas zejścia w ciemności ze szczytu, na wys. ok. 7900 m. Wyprawa zrobiła wszystko co możliwe w obecnej sytuacji, żeby nie zostawić kolegów, gdyby przeżyli noc z wtorku na środę.
W środę Adam Bielecki, Maciej Berbeka, Artur Małek i Tomasz Kowalski weszli kolejno na szczyt Broad Peak. Na wierzchołku stawali późno: między 17.30 a 18. czasu pakistańskiego. Około 18. zapada tam noc. Skazali się więc na schodzenie w ciemnościach.
Najmłodszy, 27-letni Kowalski, który wcześniej nie stał na żadnym ośmiotysięczniku, zgłosił przez radiotelefon Wielickiemu, że ma trudności z oddychaniem i jest bardzo osłabiony. W pewnej chwili odpadł od ściany. Miał potem problem z umocowaniem raka do buta. Mimo przyjęcia leków, drogę w kierunku przełęczy na 7900 m, która zajmuje w dobrych warunkach około godziny, pokonywał w osiem godzin. Kontaktował się z Wielickim. Chciał biwakować.
– Podczas ostatnich rozmów mówił już cicho – relacjonował kierownik wyprawy, który namawiał go do kontynuowania marszu. Biwak w śniegu i lodzie na tej wysokości, przy niedotlenieniu, wyczerpaniu, w niskich temperaturach, to nikłe szanse na przetrwanie nocy. Zdaniem Wielickiego, Kowalski, który szedł ostatni, nie dotarł na przełęcz. Światełko latarki na przełęczy przed świtem dostrzegł z bazy kucharz wyprawy. Kierownik stwierdził, że to latarka Berbeki.
W tym czasie Bielecki i Małek byli już w namiocie IV obozu na wys. 7400 m. Bielecki (29 lat) zszedł do bazy. Małek (33 lata) czekał cały dzień w namiocie, licząc na zejście Berbeki i Kowalskiego. Bardzo ryzykował. Każda godzina pobytu na tej wysokości po tak ekstremalnym wysiłku, zmniejsza szanse na zejście.
Pakistański wspinacz Karim Hayyat, który doszedł do obozu czwartego, wspiął się jeszcze na wysokość 7700 m. Widział drogę do przełęczy. Nie dostrzegł żadnych śladów życia. Około 17. Hayyat i Małek zaczęli schodzić do bazy. Zostawili wyposażony obóz. Szli nocą. Dotarli szczęśliwie. Ani Małek, ani Bielecki nie mają odmrożeń.
Wczoraj utrzymywała się dobra widoczność. Z bazy obserwowano przez lunetę ścianę, którą biegnie droga wspinaczki. Nikogo nie dostrzeżono. Rano dwaj Pakistańczycy Amin Ullah i Shaheen Baig wyruszyli z bazy (4950 m), żeby wspiąć się jak najwyżej, dla przyjrzenia się pewnym partiom ściany. Mieli wrócić na noc.
Maciej Berbeka w latach 80. wytyczył na ośmiotysięcznikach trzy nowe drogi, stanął na szczytach pięciu, na trzech zimą. Tomasz Kowalski w ciągu jednego sezonu wszedł na cztery siedmiotysięczniki na terenie byłego Związku Radzieckiego. Za ten wyczyn wyróżniono go w konkursie Kolosy. Ale nie znał reakcji swego organizmu na wysokość 8000 m.
Być może młody wspinacz, bez tego doświadczenia, zaproszony do uczestnictwa w najbardziej ekstremalnym himalaizmie zimowym, do tego w szczególnie surowym Karakorum, opadł z sił. Być może Berbeka schodził wolno, bo też nie miał już siły, być może nie chciał opuścić Kowalskiego. Próba odpowiedzi na te pytania będzie możliwa dopiero, gdy wyprawa wróci.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA