fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Jak radzić sobie z kryzysem

Rozmowa z prof. Zbigniewem Nęckim, psychologiem społecznym, dyrektorem Instytutu Zarządzania UJ
Rz: Ma pan receptę na kryzys?
Zbigniew Nęcki: Współczesny człowiek nie jest ceniony jako obywatel, ale jako klient, konsument; obowiązuje definicja, że dobry człowiek to taki, który ciągle kupuje. Trzeba się jednak wyrwać z tej pułapki. Kupujmy tylko to, co potrzebne, podyktowane racjonalnymi potrzebami – nie kupujmy na zapas, na pokaz, dla zachcianki. I w kryzysie absolutnie nie kupujmy pieniędzy. Tzw. chwilówki zyskują na popularności, a to przecież często bandyckie systemy. Wydawajmy tyle, ile zarabiamy albo i mniej.
Jak poradzić sobie ze strachem, który rodzi myśl o kryzysie?
Przede wszystkim patrzmy realnie. Żyjemy w cywilizowanym kraju i nie ma mowy o apokaliptycznych bankructwach banków, przymieraniu głodem i wewnętrznej wojnie. Nasz kryzys będzie oznaczał nieco cieńszą bułkę i chudszy plasterek szynki.
Ale obawa przed utratą pracy może być całkiem realna...
Strach przed zwolnieniem może być do pewnego stopnia mobilizujący, bo  po prostu pracownicy bardziej się starają. Ale po przekroczeniu pewnego poziomu strach ma fatalne skutki, zaczyna paraliżować nasze działania. W takich przypadkach nie można tłumić swoich lęków. Trzeba podzielić się z innymi swoimi obawami, powiedzieć o tym koledze, menedżerowi. Strach niesiony razem staje się lżejszy.
Warto swoimi problemami obarczać rodzinę czy lepiej robić dobrą minę do złej gry?
Wbrew powiedzeniu, że z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu, w kryzysie to właśnie na rodzinę czy na grupę bliskich przyjaciół możemy liczyć najbardziej. Koledzy z pracy, zwłaszcza w korporacjach, mogą zawieść. Siła tradycji i biologii góruje nad siłą zysku i interesów.
Kiedy tak naprawdę zaczynamy widzieć kryzys? Gdy słyszymy o tym w mediach czy wtedy, gdy zaczynamy go odczuwać na własnej skórze – w pracy, w domu, w portfelu?
Człowiek żyje w trzech światach: medialnym, Internetu i realnym. Te dwa pierwsze już od dłuższego czasu bombardują nas informacjami kryzysowymi o różnej skali natężenia – od bladego różu, gdzie płyną jakieś pozytywne przebłyski, po gorącą czerwień najgorszych zdarzeń. Generalnie przeciętny człowiek byłby w zasadzie zupełnie bezbronny wobec natłoku tych komunikatów, gdyby nie cudowna zdolność do widzenia świata w bardziej pozytywnych barwach. To taki nasz  mechanizm obronny. Ale oczywiście negatywne wizje płynące z mediów i Internetu powodują, że łatwiej nam dostrzec kryzysowe sytuacje w realnym świecie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA