fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Rynek kart czekają zmiany

– Interchange jest jedną z najważniejszych barier w upowszechnieniu obrotu bezgotówkowego - Adam Tochmański dyrektor Departamentu Systemu Płatniczego NBP
Archiwum
Projekt ustawowego uregulowania opłaty interchange wzbudza duże kontrowersje. A płatności czeka rewolucja technologiczna – oceniają uczestnicy debaty „Rz”
– Rozwiązania zawarte w senackim projekcie są najbliższe tym, które zostały wypracowane przez zespół roboczy ds. opłaty interchange przy NBP. Z punktu widzenia proponowanych obniżek jest on łagodniejszy niż kilka projektów poselskich, które zakładają jednorazowe cięcia opłat kartowych – ocenia Adam Tochmański, dyrektor Departamentu Systemu Płatniczego w NBP.
Podkreśla, że niestety nie udało się doprowadzić do realizacji wypracowanych przez ten zespół kompromisowych rozwiązań pozwalających na obniżki interchange. – W związku z powyższym jedyną możliwą formą spadku stawek interchange do średniego poziomu w UE, która nie będzie budzić wątpliwości prawnych, jest regulacja ustawowa opłat kartowych – argumentuje.
Projekt zakłada m.in. obniżkę opłat interchange do 0,5 proc. w 2016 roku z 1,5–1,6 obecnie.

Statystyka to nie wszystko

Przeciwnikiem ustawowego uregulowania opłat jest Robert Gwiazdowski, ekspert Centrum im. Adama Smitha. – Regulacja ustawowa jest najgorszą z możliwych. Wprawdzie mamy najwyższe stawki interchange, ale dzięki temu na rynek wchodzą operatorzy, telekomy oferujące najnowocześniejsze rozwiązania płatnicze. To niebywały potencjał, a ustawowe obniżenie stawki interchange może nie pozwolić na jego wykorzystanie – argumentuje Gwiazdowski. Dodaje, że nie ma żadnej gwarancji, że obniżenie interchange wpłynie na upowszechnienie obrotu kartowego.
– Bardziej byłbym w stanie zrozumieć, że ustawodawca wprowadza ograniczenia cenowe na chleb czy mleko dla dzieci, ale nie ma argumentu przemawiającego za tym, by wprowadzać je na dobro wyższego rzędu, jakim jest karta płatnicza, zwłaszcza na karty premium. Jest segment kart, na który nie można wprowadzić opłaty w wysokości 0,5 proc., ponieważ nie da się w tym „zaszyć" usług dodatkowych, które są ich podstawowym atutem, np. serwisu concierge – podkreśla Gwiazdowski.
Również Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków Polskich, nie jest zwolennikiem regulacji. – Jesteśmy świadomi konieczności wprowadzenia zmiany stawek interchange, ale nie chciałbym, aby zgubiono pewien kontekst historyczny i biznesowy. Nie można tego oceniać jedynie czysto statystycznie, stwierdzając, że mamy najwyższe opłaty w Europie, ale trzeba jednocześnie zauważyć, że musieliśmy dużo inwestować, bo relatywnie późno weszliśmy na ten rynek – uważa Mieczysław Groszek. Dodaje, że ten proces jeszcze trwa. Na przykład jest za mało terminali akceptujących karty.

Bariera rozwoju

Jednak przedstawiciele akceptantów argumentują, że wysoki interchange jest przeszkodą w upowszechnieniu sieci płatności kartowych i dopiero jego znaczący spadek zachęci do instalowania terminali. – Z kompleksowego badania, opracowanego na zlecenie FROB, we współpracy z NBP oraz pod kierownictwem dr. Jakuba Górki z Wydziału Zarządzania UW wynika, że dopiero przy stawce interchange poniżej 0,5 proc. zwiększą się szansę na poszerzenie sieci akceptacji kart. Wówczas bowiem prawie połowa przedsiębiorców, którzy obecnie nie przyjmują płatności bezgotówkowych, byłaby skłonna zacząć je akceptować – mówi Robert Łaniewski, prezes Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego. – Obecnie największą przeszkodą dla jego rozwoju jest zbyt wysoki poziom interchange i to należy jak najszybciej zmienić – podkreśla Robert Łaniewski.
Z badań NBP wynika z kolei, że 82 proc. wszystkich płatności detalicznych jest wykonywanych przy użyciu gotówki. 60 proc. takich płatności gotówkowych jest realizowana w sklepach i punktach handlowo-usługowych, które nie akceptują kart. – Oznacza to, że nawet gdyby posiadacz karty chciał nią zapłacić, nie może jej w takim sklepie wykorzystać. Głównym czynnikiem, dla którego punkty handlowo-usługowe nie akceptują kart, jest wysokość opłat kartowych – tłumaczy Tochmański.
Robert Gwiazdowski zauważa, że wysokość opłat interchange jest tylko jedną z barier rozwoju obrotu bezgotówkowego, ale innym powodem jest fakt, że część przedsiębiorców działa w szarej strefie. Mieczysław Groszek podkreśla, że jednoczynnikowe działanie polegające na obniżeniu interchange nie spowoduje automatycznie zwiększenia obrotu bezgotówkowego. Ta opłata zmieni redystrybucję dochodu. Banki stracą, a zyskają akceptanci. Dodaje, że obecnie banki część interchange inwestują w rozwój sieci bezgotówkowej i innych usług związanych z kartami, na przykład charge back, czyli swoiste ubezpieczenie za niedostarczony towar lub usługę przedpłaconą kartą. Jego zdaniem po obniżeniu opłaty zyska akceptant, a nie konsument.
Jednocześnie nawet NBP, który jest zwolennikiem ustawowego obniżenia opłat kartowych, ostrzega, że projekt ustawy zawiera niebezpieczne rozwiązania. – Niektóre szczegółowe propozycje zawarte w tym projekcie nie będą popierane przez NBP, bo mogą mieć negatywny wpływ na rozwój obrotu bezgotówkowego i podejście konsumentów. W sytuacji, w której ustawa ma regulować limity opłat interchange dla wszystkich kart płatniczych w ramach systemów czterostronnych, nie znajdują uzasadnienia rozwiązania dające możliwość nieprzyjęcia od konsumenta zapłaty niektórymi kartami płatniczymi w ramach tych systemów, czy pobierania przez akceptanta dodatkowych opłat od konsumenta w przypadku zapłaty kartą – tłumaczy Tochmański.

Kto zyska na ustawie?

Zdaniem Roberta Gwiazdowskiego na regulacyjnym obniżeniu mogą stracić klienci także z innych powodów. – Moim zdaniem banki będą sobie rekompensować ubytek przychodów z tytułu interchange, podnosząc opłaty kartowe dla klientów – dodaje.
Nie zgadza się z nim Mieczysław Groszek. – Nie mogę zgodzić się z prostą tezą, że banki ubytek przychodów z interchange fee będą automatycznie rekompensować sobie wzrostem opłat związanych z kartami pobieranych od klientów. Spadek interchange spowoduje niewątpliwie zmianę modelu tej linii biznesowej, ale nie oznacza to, że banki będą „odgrywać się" na klientach. Nie pozwoli na to konkurencja – argumentuje wiceprezes ZBP.
Wszyscy eksperci są jednocześnie zgodni, że w najbliższych latach rynek płatności będzie się szybko zmieniał. Pojawiają się nowe technologie, a to wywoła zmianę modeli biznesowych. – Obserwując to, co się dzieje w świecie telekomunikacyjnym, zapewniam, że za rok czy dwa będzie on wyglądał zupełnie inaczej. Dwa lata temu co dziesiąty klient kupował smartfona, a dziś już co drugi. Telefon niemal w każdej chwili mamy przy sobie, dlatego wkrótce to będzie główne narzędzie płatności – mówi Mariusz Gaca, prezes PTK Centertel.
Tłumaczy, że jest ogromny potencjał do zagospodarowania. – Już teraz 60 proc. osób korzystających z usług bankowych używa e-bankingu. Jednocześnie na rynku e-commerce aż 70 proc. płatności za przesyłki odbywa się w miejscu dostarczenia i są to płatności gotówkowe, 23 proc. przelewem bankowym i tylko 7 proc. kartą kredytową – wylicza. To ogromny potencjał, ale dziś sklepy internetowe prowadzące sprzedaż elektroniki konsumenckiej mają marżę na poziomie 2–3 proc. i jeśli miałyby przy obecnych stawkach interchange tą marżą podzielić się jeszcze z wystawcą karty, to pochłonęłoby im większą część zysków – mówi Mariusz Gaca.
Jego zdaniem możliwe jest stworzenie rynku płatności przez telekomy, bez udziału banków i organizacji płatniczych. To może znaczyć, że wysokość interchange z punktu widzenia rynku płatności nie będzie tak istotna jak teraz.

Liczne wyzwania

– Smartfony ma ok. 20 proc. klientów posiadających telefony komórkowe, ale z punktu widzenia dyskusji o płatnościach istotne jest nie to, ile osób ma je dziś, ale ile ich będzie za 2–3 lata – podkreśla Mariusz Gaca. Zgadza się z tym Robert Gwiazdowski, który uważa, że dziś próbuje się uregulować przyszłość na dynamicznie rozwijającym się rynku.
Jednak według Adama Tochmańskiego dokonywanie płatności za pomocą smartfonów unowocześni obrót bezgotówkowy, ale niekoniecznie go powiększy. – Spowoduje to, że ci, którzy już dziś płacą bezgotówkowo, np. kartą, zaczną to robić za pomocą telefonu. Ale ktoś, kto posługuje się głównie gotówką i nie używa karty w ogóle lub bardzo rzadko, raczej nie zacznie płacić smartfonem – tłumaczy. Jego zdaniem teza, by nie regulować opłaty interchange, bo będzie to miało zły wpływ na potencjalnych, przyszłych innowacyjnych graczy na tym rynku, jest niewłaściwa. Podkreśla, że nie powinno się regulować czegoś nieznanego, co może nastąpić w przyszłości, ale należy zlikwidować lub ograniczyć to, co obecnie jest jedną z głównych barier obrotu bezgotówkowego.
Robert Łaniewski, komentując możliwe zmiany na rynku, podkreśla, że obecnie w czterostronnym systemie płatności bezgotówkowych mamy do czynienia z nierównomiernym rozłożeniem kosztów pomiędzy poszczególnych uczestników. – Aby nowy system mógł stabilnie funkcjonować, koszty i korzyści muszą być odpowiednio rozłożone. Jeżeli na tej zasadzie opierać się będzie nowy model biznesowy, wykorzystujący np. smartfony, będzie miał on w naszej ocenie szansę na konkurowanie z Visą oraz MasterCard – dodaje prezes FROB. Jego zdaniem na dziś model NFC (Near Field Communication) nie jest innowacyjny, bo jest to tylko zastąpienie karty nowym nośnikiem, a do tego trafia do tej samej grupy użytkowników.
Debatę prowadził Paweł Czuryło, kierownik działu ekonomicznego „Rz"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA