fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Na ekranie Iluzjonu

Najwybitniejszy przykład nurtu deheroizacji w radzieckim kinie końca lat 50. „Lecą żurawie” wpisał się w krytykę wojennej propagandy, ujawniając sztampowość urzędowo wyprodukowanych herosów
Propaganda sowiecka podczas wojny z Niemcami odniosła ogromny sukces. Odwołała się do niepodważalnej prawdy, że wojna nie może być złem, skoro kształtuje i hartuje ludzkie charaktery, tworzą się wartości, a wielkość uczuć zostaje pozytywnie zweryfikowana. Na te potrzeby zlokalizowano w Ałma-Acie cały przemysł filmowy.
Wprzęgnięto w machinę agitacji tępioną wcześniej Cerkiew, twórców literatury (także tych uprzednio zakazywanych i prześladowanych), powołano do życia ideę tradycji narodowej. W ZSRR każdy musiał być bohaterem, więc lansowano pozytywny wzór kobiety oddanej, o której wierność mężczyzna nie powinien się troszczyć na polu bitwy. Kobiety, która nigdy nie zaufa wieściom, że ukochany poległ w walce, dopóki nie zobaczy go martwego.
Kałatozow pokazał w filmie „Lecą żurawie” taką, która nie czekała. Ale zrobił to zupełnie inaczej niż kino rozliczające stalinowskie błędy i wypaczenia. Słabość napiętnowanej bohaterki uczynił jej zaletą, rysując postać pełnokrwistego człowieka, godnego szacunku bardziej niż potępienia.
W roli Weroniki urodą i przenikliwą grą niepokoiła Tatiana Samojłowa.
„Lecą żurawie”, sobota, godz. 18.30
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA