fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Niebezpieczne zabawy służbową bronią

Rzeczpospolita
System weryfikacji kandydatów do służb mundurowych szwankuje. Nie daje bowiem wystarczających gwarancji, że osoba, która będzie nosiła broń, jest emocjonalnie zrównoważona
Przykład Damiana Ciołka, strażnika więziennego z Sieradza, który zabił trzech policjantów, pokazuje, że zasady obowiązujące podczas przyjmowania do służb mundurowych nie działają.
W trakcie śledztwa okazało się, że mężczyzna ten nie powinien mieć do czynienia z bronią. W 1999 r., podczas pobytu w jednostce wojsk powietrzno-desantowych, przeszedł badania, w wyniku których wydano opinię „niezdolny do wykonywania zadań operacyjno-ochronnych”. Według wojskowych lekarzy nie powinien mieć styczności z bronią ani materiałami wybuchowymi. Starając się o przyjęcie do służby więziennej, zataił wynik badań oraz wpisał, że rzadko się denerwuje.
To niejedyna sytuacja, w której mający zaburzenia emocjonalne funkcjonariusze służb mundurowych sięgali po broń. W ubiegłym tygodniu do tragedii doszło na warszawskim Bemowie. Policjant śmiertelnie postrzelił swoją córkę, a następnie popełnił samobójstwo.
Tylko w 2007 r. ze służbowej broni zastrzeliło się kilkunastu policjantów. Znacznie więcej zanotowano też przypadków użycia broni niezgodnie z prawem.
Powstaje więc pytanie, gdzie w systemie weryfikacji kandydatów do służb mundurowych tkwi błąd?
Słabości systemu wymieniają sami przedstawiciele służb.
Mamy trudności z dostępem do informacji z poprzednich miejsc pracy kandydata i o przebiegu jego służby wojskowej – mówi „Rz” Luiza Sałapa, rzeczniczka więziennictwa. O tym, jakie to ważne, świadczy właśnie przykład strażnika z Sieradza. – Nie ma też specjalnych badań czy testów, które decydują o dopuszczeniu funkcjonariusza do używania broni.
O wielu wypadkach przesądzają absurdalne przepisy dotyczące posiadania broni przez funkcjonariusza po zakończeniu służby. Policjanci się skarżą, że często nie chcą jej zabierać do domu, ale przełożeni nie zgadzają się na jej pozostawianie w jednostkach.
– To nieprawda – tłumaczy Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji. Jeśli funkcjonariusz chce pozostawić broń w komendzie, musi wystąpić o zgodę przełożonego. Wystarczy, że poda, iż nie ma możliwości przechowywania broni w domu (przepisy wymagają, aby była trzymana w sejfie). – Wówczas przełożeni się zgadzają – twierdzi. Dodaje, że nie ma kłopotu z zostawianiem broni w jednostkach. Tam niemal w każdym pokoju są szafy pancerne. Czy nie byłoby jednak lepiej, gdyby to na zabranie broni do domu potrzebna była zgoda?
Zapytaliśmy w MSWiA, czy nie myśli się o zmianie przepisów. – Nie planujemy takich zmian – informuje Wioletta Paprocka, rzeczniczka resortu. Twierdzi, że kandydat do pracy w policji jest badany przez psychologów dwukrotnie i drobiazgowo, raz u siebie w komendzie, drugi raz przez komisję lekarską MSWiA. Przyjmowanie do służby zaczyna się od spotkania z psychologami.
– W drugim etapie trafiają do poradni zdrowia psychicznego. Psycholog i psychiatra decydują, czy kandydaci są osobami zdrowymi psychicznie i nie mają zaburzeń wykluczających ich ze służby – mówi Edyta Krawczyk, psycholog z KWP w Łodzi.
współpraca Mariusz Goss
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.lukaszewicz@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA