fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Życie ponad stan doprowadziło Greków do katastrofy

Fotorzepa, Kar Karol Zienkiewicz
Szybkie dogonienie np. Niemiec czy Anglii jest niemożliwe. Nie da się w ciągu kilku lat osiągnąć tego, na co kraje te pracowały przez dwa stulecia
Spełniło się proroctwo Greka Zorby. Tak wielkiej katastrofy, jaka przydarzyła się jego krajowi, świat w czasie pokoju jeszcze nie widział.
Ci, którzy nie lubią oglądać pięknych katastrof, muszą sobie postawić dwa pytania: co spowodowało kolosalny kryzys zadłużeniowy w Grecji i czy mojemu krajowi nie grozi powtórzenie tego mechanizmu. Odpowiedzi są w zasadzie proste i trudne do zakwestionowania (co nie oznacza, to paradoks, że powszechnie akceptowane).
Grecy po wejściu do Unii chcieli jak najszybciej dorównać standardem życia najbogatszym krajom europejskim. Apetyt to zrozumiały i do pewnych granic grający w ekonomii pozytywną rolę, bo nie ma silniejszego bodźca do wydajniejszej pracy niż żądza bogactwa. Jednak owa „pewna granica" jest wyznaczona. Jest nią nadwyżka tempa wzrostu wytworzonego PKB plus wartość transferów netto, jakie kraj może otrzymać.
Bez żmudnych rachunków wiadomo, że szybkie dogonienie na przykład Niemiec czy Anglii jest niemożliwe. Nie da się bowiem w ciągu kilku lat osiągnąć tego, na co kraje te pracowały przez dwa stulecia. Ludzie (czytaj: wyborcy) bardzo chcieli jednak dobrobytu. Dlatego politycy, którzy zawsze są na usługach elektoratu, postanowili im go dać, tworząc dodatkowe pieniądze z niczego, czyli stale powiększając deficyt i dług. Ludzie mogli żyć ponad stan. Niestety, tylko przez krótki okres. A teraz muszą płacić rachunki.
Tyle o mechanizmie kryzysowym, który ma charakter polityczny i jest immanentnie wpisany w demokrację. Partie opozycyjne zawsze będą twierdziły, że mogą zaoferować obywatelom więcej (a zatem w jakimś stopniu zawsze są populistyczne), a obywatele będą w te słodkie kłamstwa wierzyć. Mechanizm ten, choć w różnym zakresie, wystąpił we wielu krajach Europy i w Stanach Zjednoczonych (tu bardziej w postaci darmowych kredytów). Dlatego wszystkie te państwa mają problemy z zadłużeniem.
Oczywiście dotyczy to także Polski. Też mamy wysoki dług publiczny, co oznacza, że żyjemy ponad stan. Powszechne jest domaganie się natychmiastowej poprawy standardu życia, tak by odpowiadał poziomowi zachodnioeuropejskiemu.
Wszyscy porównują swoje pensje do zarobków w Niemczech, Anglii czy Irlandii. Wszyscy wyliczają, o ile więcej litrów benzyny może kupić Niemiec, Anglik czy Irlandczyk. O dziwo, jakoś nikt nie robi porównań w stosunku do Białorusi, Ukrainy, Rosji, Rumunii, Bułgarii czy krajów nadbałtyckich, które w 1989 r. miały identyczny poziom życia. Punktem odniesienia muszą być Niemcy lub w najgorszym razie Irlandia.
Żądanie cudu, i to natychmiastowego, podsycane jest przez partie opozycyjne. Swoje dokładają związki zawodowe. Już dawno przestały zajmować się walką o podniesienie płac (bo wiedzą, że rynek nie pozwoli na zbyt duże podwyżki). Za to bardzo chętnie walczą z państwem o stare i nowe przywileje socjalne. Nie przeszkadza im specjalnie, że mogą być one „ponad stan". Bo gdyby nawet doszło do katastrofy, to przecież, podobnie jak w Grecji, nie oni będą winni.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA