fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Warszawskie taksówki błądzą po mieście

Rzeczpospolita
Kierowcy nie znają stolicy. Pytają przechodniów o drogę, nie wiedzą, gdzie są urzędy – narzekają pasażerowie. – To wina niepraktycznych szkoleń i egzaminów – bronią się taksówkarze
Nasza czytelniczka chciała jechać spod Dworca Centralnego do Urzędu Marszałkowskiego na Pradze. – A kierowca mnie pyta: gdzie to jest? Nawet podanie ulicy – Skoczylasa – nie oświeciło go i zaczął wertować mapę Warszawy. Po chwili uznał, że lepiej będzie jak to ja sprawdzę drogę, i wręczył mi mapę. To jakaś paranoja – denerwuje się Anna Kaniewska.
– Widziałam, jak taksówkarz zatrzymuje się w autobusowej zatoczce w centrum miasta i pyta przechodniów o jakąś ulicę. A to chyba właśnie on powinien mieć całą mapę w głowie – dodaje Karolina Kacprzak.
O licencję taksówkarza i pracę w jednej z 26 stołecznych korporacji może starać się każdy, kto posiada prawo jazdy kategorii B, ukończył 21 lat, jest niekarany i ukończył kurs z zakresu transportu drogowego taksówką obejmujący topografię miasta.
W stolicy takie szkolenie prowadzone jest w dziewięciu ośrodkach. To mniej więcej 30-godzinny kurs teoretyczny. Topografii miasta poświęca się sześć – osiem godzin.
– Trudno poznać w tak krótkim czasie plan całej Warszawy, chociaż kursanci uczą się, gdzie są ambasady, szpitale, teatry, kina i jak do nich dojechać – mówi Wiesław Zygmunt, specjalista ds. szkoleń z Zakładu Doskonalenia Zawodowego.
Osoby z zaświadczeniami o zakończonym szkoleniu czeka jeszcze egzamin – rozwiązują test składający się z 15 pytań. Żeby go zdać, trzeba poprawnie odpowiedzieć na 12. Pytania przygotowują miejscy urzędnicy. – Kandydaci muszą wykazać się wiedzą z topografii miasta – przyznaje p.o. zastępcy dyrektora Biura Działalności Gospodarczej i Zezwoleń w ratuszu Krzysztof Komuda.
Po sprawdzianie urzędnicy nie mogą pozbawić licencji taksówkarza, który nie zna miasta. – Nie możemy podważyć wyników egzaminu – tłumaczy Komuda.Jednak kierowcy krytykują cały system kwalifikacyjny. – Jak te testy wyglądają! Tylko kilka pytań jest z topografii, a reszta to jakieś bzdury, np. przepisy BHP – złoszczą się pracownicy korporacji.
Nawet ci, którzy zdadzą egzamin (zaledwie 30 proc.), często gubią się na mieście.
– Warszawa jest ogromna. Żaden taksówkarz dobrze jej nie zna. Pracę utrudniają też przebudowy dróg, zmiany ruchu, ciągłe remonty – mówi Andrzej Gajowniczek z Grosik Taxi.
– Większość kierowców 90 proc. miasta ma w głowie, ale zawsze zostaje te 10 proc., które trzeba sprawdzić na mapie – przyznaje Ryszard Duda z Sawa Taxi.
W stolicy jest 5 tysięcy ulic (w ubiegłym roku przybyły 32, a dwie zmieniły nazwę).
– To sporo. Trzeba się ich szybko nauczyć. W takiej sytuacji niezbędna jest mapa lub GPS – przyznaje warszawski taksówkarz z 20-letnim stażem Janusz Dmuchowski. Korporacje usprawniają pracę kierowców, zaopatrując ich w nowe mapy miasta. Niektóre przeprowadzają też dodatkowe kilkugodzinne szkolenia z topografii. – Gdy dyspozytorki zauważą, że jakiś kierowca często się dopytuje, jak ma dojechać pod wskazany adres, zapraszamy go na dodatkowe szkolenie – zdradza Duda.
Niektórzy taksówkarze korzystają też z GPS. Ale te urządzenia muszą sobie kupić na własny koszt (wydają ok.
1 tys. zł). Dlatego nie wszyscy decydują się na nie. W Grosik Taxi GPS ma połowa taksówkarzy, a w Sawa Taxi zaledwie 30 proc. Zdaniem niektórych kierowców w mieście, w którym jest tak wiele remontów, ten system się nie sprawdza. – Zdarza się, że zamiast pomóc, wprowadza w błąd – mówią.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorkia.grotek@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA