fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zadania

Niekończące się spory o pieniądze na leczenie pacjentów

Ochrona zdrowia. Szpitale coraz częściej idą do sądu walczyć o zwrot pieniędzy za świadczenia wykonane ponad limit przewidziany w umowie z NFZ. Fundusz twierdzi, że nadwykonania to łamanie kontraktu
Liczba postępowań, w których szpitale dochodzą od Narodowego Funduszu Ochrony Zdrowia zwrotu pieniędzy za świadczenia wykonane ponad limit przewidziany w kontrakcie, dynamicznie rośnie. Jak świadczą  statystyki centrali NFZ, dyrektorzy lecznic coraz śmielej pozywają oddziały wojewódzkie. Mianowicie w roku 2009 w sądach toczyło się ok. 270 postępowań, a w latach 2010 i 2011 było ich po 450.
Andrzej Troszyński, rzecznik prasowy centrali NFZ, uważa, że zarządzający placówkami, żądając od funduszu zwrotu pieniędzy za nadwykonania, nie przestrzegają wcześniej zawartych umów.
– Każdy dyrektor szpitala doskonale przecież się orientuje, jaki procent w jego kontrakcie stanowią procedury nielimitowane bądź też ratujące życie, a jaki planowane – wyjaśnia Troszyński. – Co więcej, przecież co roku oddziały wojewódzkie podpisują aneksy do umów zwiększające ich wartość. To nie jest więc kwestia pieniędzy, ale zarządzania nimi.
Zdaniem NFZ szpital potrafi przewidzieć, ile wykona procedur ratujących życie
Inny pogląd prezentują dyrektorzy.
– Nasz szpital jest jedynym specjalistycznym w regionie, i jednostki powiatowe, które nie mają oddziałów intensywnej terapii, przysyłają do nas trudne przypadki pacjentów wymagających diagnostyki. Tej liczby chorych nie da się dokładnie przewidzieć, a gdzie mamy ich dalej odesłać?– pyta Krystyna Barcik, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy.
Dyrektor Barcik zaznacza, że o ile w poprzednich latach dolnośląski oddział funduszu płacił za procedury ratujące pacjentom życie, o tyle w rozliczeniach za 2011 r. szpital nie dostał jeszcze zwrotu za taką niezbędną pomoc, np. za onkologię.
Wrocławski oddział funduszu boryka się bowiem z coraz wyższymi żądaniami lecznic, które w 2009 r. chciały zwrotu 33 mln zł za nadwykonania, a w 2011 r. już 121 mln zł.
Joanna Mierzwińska, rzecznik prasowy dolnośląskiego oddziału NFZ, przyznaje, że jeśli fundusz ma pieniądze, to podpisuje ze szpitalami ugody i zwraca im za nadwykonania. Ale w razie ich braku szpitale pozywają oddział do sądu.
Roszczenia w pozwach dyrektorzy opierają na art. 19 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
– Przed sądem lecznica musi udowodnić, że jej pracownik przyjął pacjenta, bo ten wymagał natychmiastowej pomocy, gdyż jego życie było zagrożone – mówi Anna Podciechowska, prawnik z kancelarii Fortak & Karasiński. Podkreśla, że placówki medyczne mają prawo powoływać się na art. 15 ustawy o działalności leczniczej. Zgodnie z nim lecznica nie może odmówić pomocy pacjentowi, który potrzebuje jej natychmiast.
Zdaniem Adama Kozierkiewicza, eksperta ds. ochrony zdrowia, nadwykonania to świadome działanie szpitali. Po wyczerpaniu wszystkich zakontraktowanych usług specjalnie przyjmują np. pacjentów z zawałami, za których fundusz dobrze płaci. Często nadwykonania w jednym roku są też podstawą do ubiegania się o zwiększony kontrakt w następnym.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki k.nowosielska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA