fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Urzędnicy wykańczają importera pikapów

Fotorzepa, Michał Walczak Michał Walczak
Bagażnik był za krótki o 6 cm. To wystarczyło celnikom, by dobrać się do firmy
Urzędnicy celni polują na właścicieli przedsiębiorstw, którzy sprowadzali do Polski i sprzedawali samochody typu pikap. Lekceważą przy tym wytyczne Ministerstwa Finansów. Sprawie przyjrzeli się dziennikarze "Rz" i programu "Państwo w państwie" telewizji Polsat.
Blisko 1,5 mln zł podatku akcyzowego do zapłaty – to surowy wyrok, jaki celnicy ze Słupska wydali na chojnicką firmę KaNaMa Małgorzaty i Andrzeja Szperów. Urzędnicy w wyniku prowadzonego od 2010 r. postępowania uznali, że właściciele firmy nie zapłacili akcyzy od 130 pikapów sprowadzonych w latach 2007 – 2010.
– W minionych latach nie kwestionowano naszych deklaracji celnych. Nagle w 2010 r. coś się zmieniło. Mam wrażenie, że ktoś zaczął szukać pieniędzy – mówi "Rz" Małgorzata Szpera.
Sprawa budzi wątpliwości. Kontrolerzy uznali pikapy za auta osobowe, choć przedsiębiorcy dysponują polskimi i unijnymi orzeczeniami klasyfikującymi je jako ciężarowe.
Z celnikami ze Słupska nie udało nam się w długi weekend porozmawiać. "Rz" poznała jednak wydane przez nich decyzje podatkowe, z których wynika, że za istotne kryterium uznali stosunek rozstawu osi auta do maksymalnej długości wewnętrznej części do przewozu towaru. W podobnej opisywanej przez "Rz" sprawie celnicy z Torunia tłumaczyli, że zgodnie z wytycznymi UE pikapy mogą być uznane za ciężarowe, jeżeli "maksymalna wewnętrzna długość podłogi powierzchni do transportu towarów jest większa niż 50 proc. długości rozstawu osi pojazdu lub jeżeli posiadają one więcej niż dwie osie". W przypadku nissanów navara sprowadzanych przez KaNaMa zabrakło do tego 6 cm.
Ale jak wynika z dokumentów, urzędnicy ze Słupska nie wzięli pod uwagę wytycznych Ministerstwa Finansów z 2007 r., w których stwierdzono, że istotnym kryterium jest ładowność. A gdyby wytyczną ministerstwa uwzględnili, musieliby uznać samochody sprzedawane przez Szperów za ciężarowe.
– Jeżeli wiemy, że są to samochody pośrednie, bierzemy pod uwagę przede wszystkim proporcje ładowności części pasażerskiej i części ładunkowej – mówił Piotr Pogorzelski, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Celnej MF w rozmowie z Łukaszem Kurtzem, dziennikarzem telewizji Polsat.
Od chwili kontroli służby celnej obroty KaNaMy pikują, a wraz z nimi sześciokrotnie zmalały podatki, jakie firma odprowadza do budżetu państwa. W 2011 r. zapłaciła ok. 500 tys. zł, w latach ubiegłych było to po ok. 3 mln zł. – Firma przetrwa, ale wstrzymaliśmy wszystkie inwestycje, zwolniliśmy połowę pracowników – mówi Małgorzata Szpera. – Moim trzem córkom mówiłam, że mają się uczyć, bo przejmą firmę, bo warto pracować w Polsce. Może powinnam powiedzieć, żeby wyjechały?
Sprawa KaNaMy nie jest jedyna. Niedawno "Rz" informowała, że celnicy niemal zniszczyli toruńską firmę Inter-Car, nakazując jej zapłacić ok. 700 tys. zł rzekomo należnej akcyzy i zajmując konta. Kontrola wyższej instancji wykazała, że celnicy nawet nie badali sprzedawanych przez Inter[pauza]Car pikapów. Konta firmy zwolniono z zajęcia dopiero po publikacji "Rz".
– Musimy walczyć nie tylko o uratowanie firmy, ale i z urzędnikami, którzy wznowili postępowanie – mówi "Rz" Daniel Uniewski, współwłaściciel Inter-Caru. – Straciłem zaufanie do naszego państwa – dodaje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA