fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Nowe otwarcie z Chinami

Piotr Kościński
Polska ma odegrać kluczową rolę w chińskiej ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej
Rozpoczynająca się dzisiaj pierwsza od 25 lat wizyta premiera Chin w Warszawie ma otworzyć nowy rozdział w relacjach polsko-chińskich. Pekin chce, aby Polska stała się regionalnym centrum, z którego chińskie firmy będą prowadzić ekspansję w Europie Środkowo-Wschodniej. Zwłaszcza w basenie Morza Bałtyckiego. Bazą do ekspansji na południe mają być Węgry.
– Polska i Węgry są głównymi krajami, które interesują Chińczyków – powiedział nam jeden z dyplomatów z kraju sąsiadującego z Polską.
Polskie władze przez trzy lata próbowały dokonać przełomu w relacjach z Chinami. We wrześniu 2008 r. do Chin wybrał się wicepremier Waldemar Pawlak, a miesiąc później premier Donald Tusk.
Chiny trzymały jednak Polskę w poczekalni i wysyłały sygnały, że status partnera strategicznego mogą przyznać Węgrom. Premier Viktor Orban przestał zupełnie upominać się o respektowanie praw człowieka i odmówił spotkania z Dalajlamą – duchowym przywódcą Tybetańczyków, którego Pekin uważa za groźnego separatystę. Premier Wen Jiabao przyspieszył wizytę w Budapeszcie i w czerwcu 2011 roku obiecał pomoc zadłużonym Węgrom.
Ale w grudniu, podczas wizyty Bronisława Komorowskiego w Pekinie, Polska i Chiny ogłosiły zawarcie partnerstwa strategicznego. Zdaniem polskiej dyplomacji wizyta premiera Wena Jiabao w Warszawie to sygnał, że bliższa współpraca zaczyna być wcielana w życie.
Podczas dwudniowej wizyty szefa chińskiego rządu Wena Jiabao w Polsce zorganizowane zostanie forum gospodarcze, na które przyjedzie 15 szefów rządów z Litwy, Łotwy, Estonii, Czech, Węgier, Słowacji, Słowenii, Chorwacji, Serbii, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Macedonii, Albanii, Rumunii i Bułgarii. Wielu z nich odbędzie dwustronne spotkania z premierem Chin. Jak dowiaduje się „Rz", rozmowy bilateralne będą trwały po 20 minut, a jednemu z przywódców pozwolono zadać tylko dwa pytania.
– Inicjatywa zorganizowania forum wyszła podobno od strony chińskiej. Znamienne jest to, że nie zaproszono żadnego z liczących się partnerów z Europy Zachodniej. To pokazuje, jak ważna Polska może być w chińskiej strategii w regionie, ale też jak duża odpowiedzialność spoczywa na Warszawie, która powinna pamiętać, że reprezentuje całą UE, i nie dopuścić do rozgrywania jednych krajów przeciwko innym – mówi „Rz" Thomas Koenig z londyńskiego oddziału European Council on Foreign Relations.
Pekin słynie z realizowania strategii „dziel i rządź" w Europie. Unia Europejska domaga się bowiem, aby Chiny otwarły szerzej swój rynek dla zachodnich firm i zaprzestały stosowania nieuczciwej konkurencji. Dlatego Pekin woli się dogadywać z pojedynczymi krajami.
– Chiny chcą wykorzystać szansę, jaką im daje kryzys w Unii, aby wejść z kolejnymi inwestycjami do Europy Środkowo-Wschodniej, która jest postrzegana jako centrum wzrostu. Polska nadaje się do tego idealnie. Jest stabilna politycznie i gospodarczo. A poza tym dobrze się kojarzy w Chinach, które też miały trudne relacje z ZSRR – tłumaczy „Rz" chińska ekspertka dr Yiyi Lu.
Nasi rozmówcy są zgodni, że zacieśnianie relacji z Chinami nie musi oznaczać zaprzestania krytyki za łamanie praw człowieka. – Oba kraje mogą szanować swoje odmienne punkty widzenia. Polska powinna dalej bronić praw człowieka, robiąc to z wyczuciem. Niestety Europa ostatnio całkowicie zamilkła w tej sprawie bojąc się, że odbije się to negatywnie na jej współpracy gospodarczej – mówi Thomas Koenig.
– Chiny są przyzwyczajone do krytyki. Jeśli zależy im na współpracy, to różnice zdań w kwestii praw człowieka tej współpracy nie utrudniają – zapewnia dr Lu.

Inwestycje przyspieszą

Europa Środkowo-Wschodnia od kilku lat znajduje się na celowniku chińskich przedsiębiorców. Jeśli w roku 2000 wartość wymiany handlowej Chin oraz państw naszego regionu wynosiła 3 mld dol., to w roku 2010 przekroczyła 41,1 mld dol. To oznacza wzrost średnio o 32 proc. rocznie. Chiński import zwiększał się jeszcze bardziej: według raportu think tanku CEED, rocznie rósł o prawie 39 proc. Równie imponująco rozwijają się chińskie inwestycje. Jeszcze siedem lat temu były w Europie Środkowo-Wschodniej mało widoczne. Za to w latach 2004 – 2010 ich wartość skoczyła 18-krotnie. W tym samym czasie na całym świecie inwestycje z Chin zwiększyły się siedmiokrotnie. W naszym regionie najwięcej chińskich inwestycji trafiło do tej pory na Węgry. W Polsce Chińczycy zainwestowali do tej pory niewiele: jedynym większym przedsięwzięciem było kupno cywilnej części Huty Stalowa Wola przez koncern LiuGong za prawie 300 mln zł. W końcu ubiegłego roku  wartość chińskich inwestycji wynosiła zaledwie 250 mln euro. To niewiele więcej niż warte 200 mln euro polskie inwestycje w Chi- nach. Napływ nowych przedsięwzięć mają jednak przy- spieszyć umowy z chińskimi bankami inwestycyjnymi, podpisane przy okazji grudniowej wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego w Chinach.
—Adam Woźniak
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA