fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Nokia musi zostać w Bochum!

AFP
20 tysięcy osób z całego Zagłębia Ruhry przybyło na demonstrację przeciwko zamknięciu niemieckiej fabryki Nokii. Plany fińskiego koncernu ostro krytykuje kanclerz Angela Merkel
– Nie jesteśmy robolami, z którymi można robić, co się chce! Będziemy walczyć do końca! – wykrzykiwał przez megafon jeden z przywódców wczorajszej manifestacji. Na placu przed kościołem w dzielnicy Riemke w Bochum ponad głowami 20 tysięcy ludzi z całego Zagłębia Ruhry powiewały czerwone sztandary związków zawodowych IG Metall.
Był to pierwszy z serii protestów przeciwko przeniesieniu wytwórni telefonów komórkowych Nokii do Rumunii. Fiński koncern ogłosił w zeszłym tygodniu, że zamyka swą fabrykę w Bochum i zwalnia ponad 2 tysiące pracowników.
„Nokia musi zostać”! i „Stop chciwości koncernów!” – wykrzykiwali demonstranci. Wśród nich byli związkowcy z Volkswagena, Siemensa, Forda i wielu innych zakładów. Nawet z Kolonii i Kaiserslautern. W tamtejszych fabrykach Opla ponad 2 tysiące pracowników nie przystąpiło do pracy, aby móc wziąć udział w protestach.
Stawili się politycy: szef frakcji lewicy w Bundestagu Oskar Lafontaine, minister finansów Peer Steinbrück oraz sekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki Hartmut Schauerte. Ostry atak na Nokię przypuścił szef IG Metall Berthold Huber. Zarzucił koncernowi chciwość, pogardę dla ludzi i kłamstwo. – Nie ujdzie wam to na sucho! – zapowiedział.
Dla szefa rady zakładowej Nokii Wernera Hammera Bochum stało się symbolem walki o prawa pracownicze. Hammer niedawno wrócił z centrali Nokii w Finlandii z jak najgorszymi wiadomościami. Okazuje się, że nie będzie dyskusji na temat dalszego funkcjonowania zakładu w Bochum. Zostanie definitywnie zamknięty. Jedyne, co interesuje Nokię, to ustalenie ze związkami zawodowymi warunków odpraw dla pracowników.
Ludzie są wciąż w szoku. –Jak to możliwe, że firma, która przynosi miliardowe zyski, nagle likwiduje jeden ze swoich najlepszych zakładów – pyta 38-letni Frank. Od dziesięciu lat pracuje w Nokii. Zarabiał netto 2 tysiące euro miesięcznie. – Szkoda, że to już przeszłość – mówi „Rz” z żalem 49-letni Artur z Piekar Śląskich. Od 18 lat pracuje w Nokii. Traci pracę. Jego żona również.
Równocześnie z protestami trwa polityczna burza. Kanclerz Niemiec Angela Merkel poinformowała w niemieckiej rozgłośni NDR info, że już w poniedziałek rozmawiała z szefem Nokii Ollim Pekka-Kallasvuo. – Powiedziałam mu wyraźnie, co o tym wszystkim myślę. Że nie rozumiem strategii komunikacyjnej firmy w związku z zamknięciem zakładu – oznajmiła.
Wprawdzie wciąż toczą się rozmowy między koncernem a niemieckim Ministerstwem Gospodarki, ale wątpliwe jest, by Nokia zgodziła się na dalsze funkcjonowanie wytwórni. Do debaty włączył się także ambasador Finlandii w Niemczech Rene Nyberg. Jego zdaniem polityka subwencji dla inwestorów, której beneficjentem była Nokia, jest symbolem przestarzałej polityki przemysłowej. – Te prehistoryczne metody nie dają żadnych efektów – powiedział Nyberg rozgłośni HR info.
Unijny komisarz ds. przemysłu Günther Verheugen jest podobnego zdania. – Jeżeli inwestycja opłaca się tylko wtedy, gdy jest dotowana z kieszeni podatnika, zawsze istnieje ryzyko porażki – ocenia. Nokia otrzymała w sumie 88 milionów euro subwencji od władz landu Nadrenia-Westfalia i rządu w Berlinie. Minister gospodarki Nadrenii Christa Toben grozi koncernowi, że w przypadku likwidacji będzie musiał zwrócić co najmniej 41 milionów euro.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA