fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Donos na Kościół

Ewa K. Czaczkowska
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Apeluję, aby ks. Isakowicz-Zaleski publicznie podał nazwę kurii, w której, jak mówi, od biskupa po kamerdynera rządzą homoseksualiści – pisze publicystka „Rzeczpospolitej"
Muszę pogratulować ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu i Tomaszowi Terlikowskiemu. Dzięki ich najnowszej książce do zestawu epitetów pod adresem Kościoła – pazerny, bogaty i chciwy – serwowanych nieustannie przez liberalne media doszedł nowy: lawendowy. Nie wiem, czy o taki efekt autorom chodziło, ale taki właśnie osiągnęli.

Upomnij go w cztery oczy

Na nic tłumaczenie Tomasza Terlikowskiego, że sprawa homoseksualizmu zajmuje w wywiadzie rzece pt. „Chodzi mi tylko o prawdę" tylko kilka kartek. Nietrudno było przewidzieć, że one właśnie, najmocniejsze, spotkają się z największym zainteresowaniem. Bo zarzuty stawiane przez ks. Zaleskiego są bardzo mocne: lobby gejowskie w Kościele wpływa, a nawet decyduje o awansach w Kościele; zniszczy każdego, kto wejdzie mu w drogę. „Im wyżej, tym gorzej" – mówi ks. Zaleski o homoseksualizmie wśród duchownych.
Skąd czerpie swoją wiedzę? Z akt SB i z własnej obserwacji. „Lektura akt bezpieki pokazała mi, że ten wątek przewija się niemal bez przerwy. Z akt tych wynika też, że jak sobie kuria nie dawała rady z homoseksualizmem księdza, to go przerzucała do Rzymu. Jak i tam nie było już możliwości ukrywania pewnych spraw, to ksiądz taki wyjeżdżał na placówkę dyplomatyczną w innym kraju. To pokazuje ogromne przyzwolenie na tego typu sytuacje w Kościele katolickim...".
Dzięki tej książce do zestawu epitetów pod adresem Kościoła – pazerny, bogaty i chciwy – serwowanych nieustannie przez liberalne media doszedł nowy: lawendowy
Ks. Zaleski przeczy jednak sobie, gdy chodzi o osobiste obserwacje. Raz mówi, że osobiście nie spotkał się z rażącymi sytuacjami homoseksualizmu, by trzy kartki dalej stwierdzić, że zna przypadki długotrwałych romansów między księżmi. No i najważniejszy zarzut: „Znam nawet przypadek jednej z kurii, w której od biskupa po kamerdynera pracują wyłącznie osoby o takiej skłonności".
Mam do ks. Isakowicza-Zaleskiego pytanie, którego Tomasz Terlikowski nie postawił: Co ksiądz Zaleski zrobił z tą wiedzą, zanim ogłosił w książce? Czy poszedł do owej kurii, do tego biskupa i powiedział mu w cztery oczy, że jego homoseksualizm to grzech i zgorszenie? A jeśli biskup go zignorował, to czy poszedł z tą wiedzą do nuncjusza abp. Celestino Migliore? Napisał do Benedykta XVI?
Dlaczego tego nie zrobił, skoro Jezus w Ewangelii mówi wyraźnie: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!".

Oskarżenie padnie na cały Kościół

Zanim w 2002 roku w „Rzeczpospolitej" ukazał się tekst o abp. Juliuszu Paetzu, grupa świeckich i księży próbowała rozwiązać problem w łonie Kościoła. Nie udało się, bo struktury kościelne próbowały zamieść problem pod dywan, a i dzisiaj abp Paetz bryluje na kościelnych salonach zapraszany przez biskupów ku zgorszeniu wiernych.
Ale znam też inne sytuacje – gdy dzięki wewnątrzkościelnym działaniom duchownych i świeckich udało się usunąć ze stanowiska jednego z księży czynnych homoseksualistów (fakt, nie ze stanu duchownego), podobnie jak innego, w tym wypadku heteroseksualistę niosącego publiczne zgorszenie, z ważnego kościelnego stanowiska.
Takich sytuacji jest na pewno więcej, jak i przeciwnych – walenia głową w mur. Te ostatnie, a przede wszystkim nierozwiązanie do końca sprawy abp. Juliusz Paezta spowodowały, że księża i świeccy nie wierzą już skuteczność drogi via nuncjatura.
Mogę więc zrozumieć, że ks. Zaleski wybrał inną metodę. Ale jeżeli ma wyjść z tego dobro, oczekuję, że publicznie poda nazwę kurii diecezjalnej, w której – jak to określił – od biskupa po kamerdynera rządzą homoseksualiści. Chcę, aby biskup, który jest homoseksualistą i takich dobiera sobie współpracowników, został natychmiast usunięty. Aby zajęli się tą sprawą nuncjusz i Stolica Apostolska.
Apeluję o to do ks. Zaleskiego, gdyż w przeciwnym wypadku odium tego oskarżenia pada na cały Kościół, o homoseksualizm podejrzani są wszyscy biskupi diecezjalni i pracownicy wszystkich 44 kurii diecezjalnych. Czy o to chodziło autorom książki? Czy każdy wierny ma odtąd w spotkaniu ze swoim biskupem zastanawiać się, czy należy do tęczowego lobby w Kościele?

Pomówienia bez konkretów

W polskim Kościele są, oczywiście, księża homoseksualiści, jak w każdym innym środowisku. Bo wprawdzie wytyczne Watykanu zakazują przyjmowania do seminariów i wyświęcania na księży nie tylko czynnych homoseksualistów, ale także o „głęboko zakorzenionych tendencjach homoseksualnych" i wspierających gejowskie lobby, ale jest to decyzja dopiero sprzed siedmiu lat, w dodatku nie wiadomo jak rygorystycznie przestrzegana.
Bardzo cenię ks. Zaleskiego za to, co robi w sprawie zachowania pamięci o ludobójstwie Ormian i rzezi Polaków na Wołyniu, o czym mówi też w książce. Nie da się bowiem przebaczyć i zbudować prawdziwych relacji polsko-ukraińskich oraz między Kościołami rzymskokatolickim a greckokatolickim inaczej niż tylko na prawdzie. Bez uciekania od pokazania trudnych faktów, oczyszczających pamięć.
Z tych samych powodów ceniłam to, co zrobił ks. Zaleski dla sprawy lustracyjnej w Kościele. Ceniłam za książkę „Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej"; za to, że nie ugiął się pod potężnymi naciskami antylustracyjnego lobby w Kościele i opublikował ją. Ale wartością tamtej pozycji było to, że za każdym ujawnionym nazwiskiem duchownego zarejestrowanego przez SB stały dokumenty IPN. Z kwestią homoseksualną w książce „Chodzi mi tylko o prawdę" jest inaczej: mamy same pomówienia, bez konkretów. Bez nazwisk.
Ks. Isakowicz wyznał w rozmowie, że jest przeciwny przymusowemu celibatowi (który, podkreśla, sprzyja też homoseksualizmowi). Tomasz Terlikowski, znany z walki o zachowanie doktryny i dyscypliny kościelnej, nie zająknął się nawet, gdy jego rozmówca stwierdził, że celibat nie ma przesłanek natury teologicznej. Tymczasem przeciwny pogląd bardzo mocno rozwinął i akcentował Jan Paweł II.
Bardzo zaskakuje język tego wywiadu rzeki. Obaj panowie rozmawiają o Kościele nie jako bliskiej im rzeczywistości wewnętrznej, ale instytucji oglądanej z zewnątrz.

Jak liberalne media

Obraz Kościoła w Polsce, jaki wyłania się z tej książki, jest przerażający, nie tylko z powodu wpływowego homoseksualnego lobby. Ks. Zaleski mówi też o takich zjawiskach, jak feudalizm, brak szczerości w relacjach biskup – księża, hipokryzja, karierowiczostwo, kupowanie przychylności Kościoła przywilejami, józefinizm itd., itp. Nie twierdzę, że takich zjawisk nie ma, ale sposób ich przedstawienia w książce sugeruje, że są one dominujące w życiu polskiego Kościoła.
Kiedy w 2010 roku o. Ludwik Wiśniewski wysłał list do nowego nuncjusza o problemach Kościoła w Polsce przedrukowany później przez „Gazetę Wyborczą", Tomasz Terlikowski pisał, że żal mu dominikanina, którego „zamiast do głoszenia Ewangelii Jezusa Chrystusa dziennikarze wykorzystują do głoszenia dobrej nowiny z Czerskiej".
Dzisiaj broni ks. Zaleskiego przed GW, że opinie w książce są „niekiedy" mocne, ale „zawsze motywowane miłością do Kościoła, a nie walką z kimkolwiek". A mnie dzisiaj żal ks. Zaleskiego, który tak ochoczo udziela wywiadów mediom w ogóle niezainteresowanym dobrem Kościoła.
Doprawdy między tym, w jaki sposób o homoseksualizmie księży piszą autorzy książki, a tym, jak robią to liberalne media, nie widzę specjalnie różnicy. I to jest efekt tej książki.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA