fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Sztuka rozumienia tekstu

Sporządzam noworoczny ranking swych sukcesów. Nie udało mi się podbić najbardziej opiniotwórczych mediów, ale te niszowe lubią mnie coraz bardziej.
Publicyści "Przeglądu" na przykład co tydzień demaskują mnie jako gościa zarabiającego kupę kasy, i słusznie, kto zna nakłady moich książek, przyzna, że mają powody do zazdrości.
Z kolei publicystka "Naszego Dziennika" wściekle rzuca się na mnie, że atakuję ojca dyrektora nie jako "szeregowy komentator" ani "zdystansowany, niezależny publicysta", ale "osoba wpływowa i opiniotwórcza, o wysokiej pozycji w polityczno-medialnym światku". Co do tego nie ma dyskusji, tyle tylko że publicystka nic kompletnie nie zrozumiała, nawet tego, że akurat w inkryminowanym felietonie właśnie jej guru broniłem.
W "Tygodniku Powszechnym" natomiast pastwi się nad moim felietonem Józefa Hennelowa w stylu podniosłego bzdurzenia, że "nie warto" kolekcjonować czyichś głupich wypowiedzi zamiast mądrych, a już zwłaszcza, żeby te głupie cytował "poważny felietonista poważnej gazety". Pani Hennelowa niestety unika nazwisk. Szkoda. Gdyby napisała, że chodzi o cytaty ze Stefana Niesiołowskiego, nawet jej czytelnik musiałby przyznać, że innych wypowiedzi w tym wypadku znaleźć nie ma szansy.
[ramka][link=http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2008/01/10/sztuka-rozumienia-tekstu/]Skomentuj na blogu[/mail][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA