fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Wszyscy atakują Orbana

Węgrzy protestujący na ulicach Budapesztu nie chcą pogodzić się z decyzjami swojego premiera (zdjęcie z 23 grudnia)
Associated Press
Rząd w Budapeszcie jest krytykowany niemal za wszystko. Często niesprawiedliwie
Rząd premiera Viktora Orbana ugina się pod coraz bardziej zmasowaną krytyką niezliczonych przeciwników na Węgrzech i za granicą. Lewicowe media w Europie prześcigają się w dramatycznych opisach sytuacji na Węgrzech, gdzie ich zdaniem rodzi się faszyzm, zanika demokracja, a głoszący hasła patriotyczne rząd zamyka usta swym przeciwnikom, uchwalając raz po raz ustawy sprzeczne z przyjętymi w Europie normami.

Przesadna krytyka

Pojawiają się informacje, że opozycyjna partia socjalistyczna została uznana za organizację przestępczą. Tymczasem określenie to dotyczy poprzedniczki tej partii – komunistycznej Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej. Zgodnie z nową ustawą socjalistycznej opozycji nic nie grozi. To zaledwie jeden z przykładów nieuzasadnionej krytyki prawicowego rządu Orbana, chociaż można mu też jednak sporo zarzucić. Zaniepokojenie sytuacją na Węgrzech wyraziła w grudniu sekretarz Hillary Clinton w liście do Viktora Orbana, podobnie jak nieco wcześniej szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, który krytykował nowe regulacje, jak oceniano podporządkowujące de facto rządowi Węgierski Bank Centralny.
– Sprawa banku centralnego jest zasadniczym punktem krytyki Brukseli. USA są poważnie zaniepokojone ograniczeniami wolności prasy – mówi „Rz" Peter Balazcs, minister spraw zagranicznych w poprzednim lewicowym rządzie. Jego zdaniem Viktor Orban popełnił za dużo błędów. – Nie udaje mu się też poprawić sytuacji gospodarczej, czego wynikiem jest najniższy w historii kurs forinta do euro – przekonuje. W środę za euro płacono 320,18 forinta, gdy 7 grudnia 299 forintów. Nie wszyscy są jednak skłonni dokonywać tak jednoznacznie negatywnej oceny rządu Orbana. – Sporządzenie bilansu jest niełatwe. Z jednej strony stara się przeprowadzić szereg reform gospodarczych mających poprawić sytuację, jak wprowadzenie 16-proc. podatku liniowego, z drugiej wiele jego posunięć jest kontrowersyjnych – przyznaje Kai-Olaf Lang z niemieckiej Fundacji Nauka i Polityka.

Polska się nie wtrąca

Do narastającego chóru krytyków Orbana nie przyłączył się polski rząd. Podczas oficjalnego rozpoczęcia polskiej prezydencji w UE premier Donald Tusk mówił o Węgrach „nasi tradycyjni najbliżsi przyjaciele", a gdy premier Viktor Orban przekazał mu podarunek – beczkę tokaju – Tusk powiedział, że „głównym winem polskiej prezydencji będzie wino węgierskie". Podarował Orbanowi szablę. Według eurodeputowanego Jacka Saryusz-Wolskiego Polskę powinien niepokoić przede wszystkim stan węgierskiej gospodarki i poziom zadłużenia tego kraju. – Bo choć rynki coraz lepiej nas odróżniają, to, co dzieje się w regionie, wpływa i na nas – mówił „Rz". – Ale naszą rolą nie jest wtrącanie się w sprawy wewnętrzne jakiegokolwiek kraju, w tym Węgier. Powinniśmy za nich trzymać kciuki, by im się udało – podkreśla. Eksperci wskazują na główne problemy Węgier. W okresie rządów socjalistów aparat mediów państwowych został rozbudowany do gigantycznych rozmiarów i trzeba było coś z tym zrobić. Ale nie to, co uczynił rząd Orbana, zwalniając 700 pracowników. Opory na Węgrzech i za granicą budzi reforma ordynacji wyborczej faworyzująca Fidesz. Nie można też uznać za szczęśliwe rozwiązania dotyczącego podatków korporacyjnych. Nie brak też przykładów manipulacji, jak w przypadku afery z Sądem Najwyższym. Został przekształcony, a reorganizacja zakończyła się powołaniem nowego szefa, którym została żona jednego z liderów Fideszu.

Protesty na ulicach

Węgrzy, którzy protestowali niedawno na ulicach Budapesztu, nie chcą pogodzić się z tym, że zgodnie z nową konstytucją z nazwy państwa zniknęło słowo „republika". Kraj nazywa się „Węgry". W protestach nie zabrakło też zwolenników socjalistów, którym się nie podoba, że jedna z ustaw zapowiada obniżenie emerytur byłym funkcjonariuszom Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej. Fidesz ma dziś 18 proc. poparcia. W 2010 r. wygrał wybory prawie 54 proc. głosów.

Opozycji nic nie grozi

W świat poszła informacja, że Orban zdelegalizował główną partię opozycyjną. Tymczasem przyjęta w ostatni dzień starego roku ustawa głosi, że to jej poprzedniczka z czasów komunistycznych Węgierska Socjalistyczna Partia Robotnicza (MSzMP) jest uznana za organizację przestępczą. „Odpowiada za wszystkie przestępstwa pospolite, dokonane z przyczyn politycznych, których nie ścigał wymiar sprawiedliwości z pobudek politycznych" – czytamy w ustawie. Mowa jest też o odpowiedzialności za zlikwidowanie systemu wielopartyjnego i krwawe stłumienie powstania w 1956 r. Dzisiejsza partia socjalistyczna zaś „korzysta z bezprawnie zgromadzonego przez tamtą partię majątku".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA