fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Kryzys finansowy szansą na repolonizację banków

Fotorzepa, Darek Golik
Kryzys finansowy to także szansa. Szansa na „odzyskanie” banków i zarobienie dla Polski miliardów euro na tych transakcjach – uważa ekonomista
Kilka lat temu, jeszcze przed kryzysem, gdy byłem wiceprezesem Narodowego Banku Polskiego, z wizytą w Polsce przebywał wysoki funkcjonariusz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Znaliśmy się od wielu lat i byliśmy po imieniu. Podczas jednego ze spotkań z jego ust padły następujące słowa: – Krzysztofie, ja tego publicznie nigdy nie powiem, bo jestem wysokim funkcjonariuszem MFW i to jest niezgodne z naszym oficjalnym stanowiskiem, ale uważam, że wyście za dużo tych banków sprzedali inwestorom zagranicznym i że mogą być z tego powodu w przyszłości poważne kłopoty.
To jedno krótkie zdanie prowadzi do trzech konstatacji. Po pierwsze, już kilka lat temu wysoko postawione osoby w MFW spodziewały się poważnych problemów w sektorze bankowym, ale nie mówiły o tym głośno, bo nie było na to zgody. Po drugie, oficjalne stanowisko MFW – nazywane w skrócie konsensusem waszyngtońskim, czyli stabilizuj, liberalizuj i prywatyzuj  – narobiło szkód na kwoty sięgające bilionów dolarów w skali globalnej. Te straty będą jeszcze wyższe, gdy upadnie Rzym. Po trzecie, w imię bezpieczeństwa finansowego Polski należy dążyć do ograniczenia roli, jaką odgrywa kapitał zagraniczny w polskim sektorze bankowym. Jest to bardzo trudne, bo na razie banki są drogie, a Polska nie jest zasobna w kapitał. Ale powinniśmy się przygotować, bo niedługo może się pojawić okazja do zwiększenia udziału polskiego w sektorze bankowym.

Wszystko na sprzedaż

Dlaczego udział kapitału zagranicznego w sektorze bankowym przekraczający 50 procent niesie ze sobą poważne ryzyko (w Polsce wynosi około 75 proc., w wielu innych krajach regionu ponad 90 proc.)? Po pierwsze, nadzór nad bankami, które są własnością banków matek za granicą, jest trudniejszy. Na szczęście polski nadzór finansowy na przestrzeni minionych dwóch dekad okazał się bardzo sprawny. Po drugie, decyzje biznesowe są w znacznym stopniu podejmowane za granicą. Na przykład kłopoty banku matki mogą prowadzić do zatrzymania akcji kredytowej i zwolnień w banku córce. Albo zarząd grupy podejmuje decyzję, że w skali globalnej nie finansuje danej branży, i jeżeli przypadkiem bank córka jest dużym bankiem w Polsce, to nagle bez powodu pogarszają się warunki finansowania tej branży i jej zdolność do konkurencji z producentami z innych krajów. Po czwarte, polskie banki są lepiej zarządzane od zagranicznych, ale po jakimś czasie matka pijaczka może zrobić nawet z bardzo porządnej córki ladacznicę. Wtedy mądry ojciec rodziny kieruje matkę na odwyk i sam zajmuje się wychowaniem córki, a jak trzeba, znajduje sobie nową żonę, porządną.
Odpowiedziałem na pytanie: dlaczego, teraz warto się zastanowić, kto mógłby przejmować banki córki, kiedy będą wystawiane na sprzedaż. Piszę „kiedy", a nie „czy", ponieważ skala nadchodzącego kryzysu finansowego będzie tak duża, że trzeba przyjąć, że na sprzedaż będzie każdy lub prawie każdy bank w Polsce, który jako właściciela ma bank w Europie Zachodniej. Na razie zarządy w tamtych krajach to dementują, ale za rok, w nowej finansowej rzeczywistości, zmienią zdanie.
Zatem kto? Są cztery instytucje finansowe, które mogłyby dokonać takich przejęć: PZU, PKO BP, Getin Holding i BGK. W PZU i PKO BP Skarb Państwa jest dominującym akcjonariuszem (specjalnie nie używam słowa „większościowym", tylko „dominującym", bo de facto decyduje o wszystkim), BGK jest bankiem państwowym, a Getin Holding ma dominującego udziałowca prywatnego, którym jest Leszek Czarnecki. Każda z tych instytucji przy odpowiednim wsparciu państwa, czyli rządu, UOKiK, KNF i NBP, może kupić sprzedawane przez zagranicę spółki córki.
Jakie korzyści możemy odnieść? Przede wszystkim znikną zagrożenia opisane powyżej. Po drugie, nadchodzi nowy okres w rozwoju gospodarczym Polski, okres ekspansji międzynarodowej polskich firm. Budowa dużych grup finansowych może ułatwić to, żeby w każdym kraju, w którym polskie firmy rozpoczynają lub już prowadzą działalność, pojawił się również oddział polskiego banku. Kiedyś napisałem, że Polska mogłaby się stać drugą Szwajcarią. Chodzi o to, że gdy banki w Europie Zachodniej będą padały jak muchy, polski sektor bankowy po raz drugi okaże się relatywnie odporny na kryzys. Piszę „relatywnie", bo przewiduję, że tym razem już nie będzie tak łatwo jak w latach 2008 – 2009. Odporność na kryzys może budzić zaufanie do polskiej bankowości, należy to wypromować jako markę, jako wartość i spróbować dokonać eksportu tych bezpiecznych usług finansowych. Ważnym krokiem w przekształcaniu Polski w drugą Szwajcarię byłoby „odbicie" banków z rąk inwestorów zagranicznych.

Scenariusze przejęcia

Kiedy nadarzy się okazja na „odbicie" banków? W mojej ocenie już niedługo. Przewiduję bankructwo Włoch i Hiszpanii, co spowoduje falę upadków banków w strefie euro i być może poza nią. Rządy będą zmuszone nacjonalizować banki, co w większości przypadków będzie prowadziło do nakazu sprzedaży spółek córek za granicą. Akcje banków mocno spadną, więc będzie można odkupić je dużo taniej niż obecnie. A jednocześnie nie będzie zbyt wielu chętnych do kupna polskich banków córek, bo kłopoty będą miały prawie wszystkie grupy bankowe po obu stronach Oceanu Atlantyckiego. Kupującymi będą tylko instytucje z Azji lub krajów zasobnych w ropę naftową oraz polscy inwestorzy. W takiej sytuacji Unia Europejska nie obrazi się, jeżeli kupującym postawimy takie warunki formalne, że tylko europejscy chętni będą mogli je spełnić. Wtedy polscy inwestorzy przejmą aktywa bankowe w Polsce bardzo tanio.
Zacząłem już pisać o tym, jak dokonać tej transakcji. Od wielu miesięcy piszę i mówię publicznie o tym, że NBP powinien wyłączyć z rezerw dewizowych specjalny subfundusz, który użyczałby pożyczek na transakcje przejęć banków córek przez polskich inwestorów. Uważam, że powinny to być waluty, a nie kredyt refinansowy, ponieważ płatność i tak będzie wymieniona na waluty. Nie bardzo wyobrażam sobie, że kwoty sięgające np. 10 mld euro w krótkim czasie przejdą przez rynek walutowy, czyli sprzedający wymieni złote na waluty, żeby transferować je do swojego kraju. I tak NBP będzie musiał sprzedawać te waluty na rynku, więc na koniec transakcji walut z rezerw ubędzie, a przybędzie aktywów krajowych w postaci udzielonego kredytu refinansowego.
W mojej propozycji nie ma problemu wymiany złotego i ryzyka jego silnego osłabienia, a zobowiązanie inwestorów krajowych wobec NBP jest w walutach, co w długim okresie może się okazać tańsze dla kupujących. W każdym razie możliwe są różne metody finansowania tych transakcji, warto już teraz przygotować odpowiednie zmiany w regulacjach, żeby być gotowym, gdy pojawią się okazje. Oczywiście powinny też być prowadzone poufne rozmowy potencjalnych kupujących z rządem, KNF i NBP w celu zbudowania odpowiednich procedur postępowania. Ponadto uważam, że wielkie zagraniczne fundusze private equity nie powinny być częścią tych transakcji, bo wtedy zgarną dużą część wartości związanych z tymi transakcjami. Udział OFE w transakcjach jest możliwy, ale nie kluczowy dla ich sukcesu, ponieważ właściciel powinien być dominujący, a nie rozproszony. W zasadzie po ekscesach minionej dekady można powiedzieć, że właściciel rozproszony w bankach to gorzej niż socjalizm.

Miliardy do wzięcia

Jakie zagrożenia mogą się pojawić? Podstawowym jest strach sektora publicznego przed podejmowaniem ryzyka. Wielu w tym sektorze chce podejmować decyzje w taki sposób, żeby nie ponosić za nie odpowiedzialności. Trzeba ten problem rozpatrzyć już teraz. Innym ryzykiem jest różnica w kulturze organizacyjnej instytucji z dominującym zaangażowaniem państwa i instytucji prywatnych, co może spowodować olbrzymie problemy przy przejęciu. Ale jest na to sposób: przez dłuższy czas instytucje przejmowana i przejmująca mogą funkcjonować oddzielnie, ponieważ korzyścią z połączenia nie są synergie kosztowe, ale inne korzyści przedstawione w tym artykule. Dlatego na synergie kosztowe będzie można poczekać nawet kilka lat, bo taki okres wystarczy, żeby wypracować wspólną kulturę organizacyjną. Jeśli ktoś nie rozumie, o czym mówię, to proponuję, żeby tak jak ja wybrał się założyć rachunek do oddziału BGK. Olbrzymia pusta sala, miła obsługa, ale reszta jak za króla Ćwieczka, bez Internetu, bez obsługi telefonicznej, z przestarzałymi procedurami. To po co tam zakładać rachunek, ktoś może zapytać. Na wszelki wypadek, tak odpowiem, a przy okazji dodam, że gdyby BGK przejął jakiś duży polski bank córkę, to przez kilka lat oba banki mogłyby funkcjonować obok siebie, ale np. obsługa rachunków indywidualnych mogłaby być prowadzona w przejętym banku, byłaby obsługa internetowa etc. Innymi słowy ryzyka są zarządzalne.
Kryzys finansowy to także szansa. Szansa na „odzyskanie" banków i zarobienie dla Polski miliardów euro na tych transakcjach. Nie pozwólmy, żeby te miliardy znowu przeszły nam koło nosa.
Autor jest rektorem Uczelni  Vistula w Warszawie

Pisał w  opiniach

Jakub Kurasz, Repolonizacja z głową:  Istnieje realne ryzyko, że państwo będzie musiało ratować któryś z banków przed upadkiem. W efekcie dojdzie do zwykłej nacjonalizacji. 21 listopada 2011
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA