fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Oszczędności w expose Donalda Tuska - komentarz

ROL
Piątkowe exposé premiera potwierdziło, że do niego oraz członków jego gabinetu dociera w końcu informacja od wielu miesięcy powtarzana przez ekonomistów: kryzys zalewa świat, nie zostawiając na mapie żadnych zielonych wysp
Stąd zapowiedź wielu reform, cięć wydatków i oszczędności, jakie nowy rząd PO ? PSL ma przeprowadzić w najbliższych czterech latach.
Z częścią propozycji zawartych w exposé nie ma się co spierać: wydłużenie wieku emerytalnego, zmiany w ubezpieczeniach rolniczych czy likwidacja przywilejów emerytalnych określonych grup zawodowych od dawna znajdowały się wśród postulatów ekspertów. Z innymi można dyskutować, jeszcze inne wydają się nietrafione. Jedno nie ulega jednak wątpliwości: polskie finanse publiczne wymagają naprawy, a rosnący dług odważnych oszczędności.
 
Przeforsowanie tych zmian napotka duży opór społeczny. Do Warszawy znowu pewnie przyjadą zastępy górników, którzy głośno zaprotestują przeciw ograniczaniu ich przywilejów, a związkowcy z różnych branż będą organizować masowe demonstracje. Coraz liczniejsi przeciwnicy rządu będą się skrzykiwać na Facebooku na akcje wymierzone w jego politykę. W efekcie słupki poparcia dla gabinetu Tuska, w ostatnich czterech latach skutecznie podtrzymywane na bardzo wysokim poziomie, zjadą ostro w dół.
To, jak zareaguje na tę nową sytuację premier, będzie swoistym testem wytrzymałości jego rządu, podobnym do stress testów, które od paru lat regularnie sprawdzają odporność światowych banków na gwałtowne pogorszenie warunków rynkowych, w jakich działają. Nie ma jednak lepszego czasu na trudne decyzje niż początek kadencji.
Odsuwanie reform będzie też miało konkretne koszty. Exposé zostało przyjęte - także za granicą - z umiarkowanym optymizmem. Jeśli jednak okaże się zestawem pustych deklaracji, zareagują agencje ratingowe, a za nimi inwestorzy, podnosząc koszty zadłużania. Wkrótce może się okazać, że z Warszawy do Dublina, Lizbony, Aten czy Rzymu wcale nie jest tak daleko, jak wydaje się politykom.
Ale jest też inny przykład. W wyniku kryzysu gospodarka Estonii wpadła w głęboką recesję (w 2009 r. PKB skurczył się tam o niemal 14 proc.). Konieczne były drakońskie cięcia sięgające 9 proc. PKB. Rząd się nie zawahał i wytrzymał okres społecznych protestów. Gospodarka wyszła na prostą, a rządzący dostali nagrodę w postaci wyboru na kolejną kadencję. W Polsce też może się udać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA